czwartek, 11 maja 2017

Nażreć się

Znowu gubi mnie stare przyzwyczajenie, taki głupi schemat. Jestem totalnie zmęczona, wyjątkowo głodna, zmartwiona, niewyspana, a najlepiej jak wszystko razem! Wtedy po prostu MUSI być chujowo. Patrząc "na chłodno" na zmęczenie najlepszy odpoczynek, na głód - pełnowartościowy posiłek, na zmartwienia chociażby rozmowa z chłopakiem, odmóżdżająca muzyka, czy cokolwiek innego, a na niewyspanie - sen. Dlaczego więc zawsze wtedy jem? A właściwie żrę. Nieważne co, byle coś mielić, byle poczuć się jak wypchanay po brzegi worek treningowy. Powiem więcej - jak śmieć. Nic niewarty, niepotrzebny. Wszystko jest do dupy i Ty też. I wszystko dzieje się zanim pomyślisz, że można inaczej. Wiem, że nie tylko ja tak mam. Nie wiem tylko jak nie robić sobie tego więcej. Bo nie rozwiązuje problemu to, że dziś to zaakceptowałam, uznając za gorszy dzień. Oczywiście i tak uważam to za wielki sukces (przyznać się przed sobą, zaakceptować, a potem ten konkretny incydent puścić w niepamięć i z tego punktu zacząć działać rozsądnie: przestać żreć, pogadać z nim <3, puścić moje ukochane disco polo i pójść spać), ale jednak czegoś mi brakuje. Czego? Sposobu na zatrzymanie nierozsądnych działań. Chyba. Bo da się w ogóle nauczyć najpierw myśleć, a dopiero potem działać, jeśli całe dotychczasowe życie robiło się na odwrót? W TYM KONKRETNYM PRZYPADKU?! Bo właśnie sobie uświadomiłam, że tak ogólnie w życiu to ja najpierw sto razy pomyślę, przeanalizuję sytuację, zapytam kogoś, a dopiero potem zrobię (albo i nie zrobię - i chyba zazwyczaj z tej opcji korzystam). Jestem strasznie przezorna i zabezpieczam się nawet od absurdalnych sytuacji, które raczej miejsca mieć nie będą. No a z tym żarciem... z tym żarciem to tak jakoś nie potrafię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz