sobota, 30 lipca 2016

Wyzwanie: dogonić marzenia cz. 1

No dobra - banalne i bardzo ogólne. Dlatego zaraz przejdę do szczegółów. Muszę coś zrobić, żeby nie zwariować, ale standardowo nie wiem od czego zacząć. Taka już chyba moja natura... no cóż. Zacznę więc od posta na moim, nieco zakurzonym, blogu.

Oczywiście nieśmiało mówię, a nawet myślę o moich najskrytszych marzeniach. Bo one są nierealne, niemożliwe do spełnienia... teoretycznie. Jak wiadomo, nie ma rzeczy niemożliwych, a marzenia akurat są właśnie po to, żeby je spełniać. Ale, coby nie spocząć na laurach nim w ogóle zacznę działać, postanowiłam działać rozważnie. Zacznę od małych celów, które sukcesywnie realizowane, pozwolą spełnić moje marzenia. No może nie wszystkie na raz, ale to jedno o zgrabnej sylwetce na pewno. A inne marzenia zostawię sobie na później.


To teraz konkretnie!

1 września - 73 kg
16 września - bieg na 5,4 km

Wyzwanie wagowe nieco spontaniczne, ale realne (tak tak, znów się spasłam, tym razem do jakichś 77 kg) i wypowiedziane publicznie. Najpierw przed siostrą, która nakręciła siebie (a przy okazji i mnie) na powyższy bieg, a teraz tutaj. Zresztą i tak OD PONIEDZIAŁKU miałam zacząć się odchudzać. Zabawne, no nie? A jeszcze bardziej zabawne jest to, że nie przygotowałam żadnej super diety, żadnych cudownych zasad i żadnych przemyślanych treningów. Nic. Będę po prostu MŻ, ograniczając do minimum niezdrowe produkty (nie tylko dlatego, że są niezdrowe, ale też dlatego, że spożywane w nadmiarze, odbierają mi siły do życia i działania, a także zaburzają, i tak mglistą, wizję sukcesu), a do tego codzienna dawka ruchu (na początek zapewne zacznę wyprowadzać się na spacer). Postanowione!


Wyzwanie biegowe nie jest może jakimś spektakularnym, ale jak na kogoś kto nie biega już od dawna, to coś. Tak sobie myślę, czy by nie zapisać się na ten bieg już teraz, żeby mi motywacja nie spadła, a zmiany dietowe nie przesunęły się na poniedziałek... yyy za 5 lat. Bo póki co kompletnie nie wiem co robić. Po prostu mniej żreć... a to wcale nie jest takie proste! Ale ok, nie ma odwrotu. Pocierpię trochę, a jak osiągnę postawiony sobie cel, to niewątpliwie wzmocnię się wewnętrznie (trochę o mojej psychice, emocjach i psychoterapii w następnym poście). Będzie prościej. I dopiero wtedy będę zastanawiała się jaki będzie kolejny krok do spełnienia jednego z moich najskrytszych marzeń. Tak, zapiszę się na ten bieg jeszcze dzisiaj! Trzymajcie kciuki!