czwartek, 10 marca 2016

Kiedy jedzenie przejmuje kontrolę...

Nic dziwnego, że tak się w końcu stało. Że straciłam kontrolę, że zagubiłam gdzieś rygor i po diecie nie ma ani śladu. No może jeden niewielki - śniadanie. Bo każdego dnia obiecuję sobie, że niezależnie od tego co było wcześniej, dziś mi się uda. I się nie udaje. I wcale nie dlatego, że mam doła (chociażby z powodu pracy, a właściwie jej braku i to tylko dlatego, że nie umiem, a przede wszystkim NIE LUBIĘ angielskiego), nie dlatego, że przytyłam (bo nadal uparcie się nie ważę), nie dlatego, że się nie wyspałam, nie dlatego, że byłam śmiertelnie głodna (pff jak nie jadłam nic to jakoś żyłam i całkiem nieźle funkcjonowałam), nie dlatego, że pms, czy okres, nie dlatego, że ktoś się na mnie krzywo spojrzał, czy miałam gorszy dzień, ani też nie dlatego, że czekoladę mam na wyciągnięcie ręki (sama przecież mi do buzi nie wchodzi). No więc dlaczego? Jedna z teorii jest taka, że z jakiegoś względu nadszarpnęłam ścisłe zasady diety i wpakowałam do ust coś, co mnie uzależnia, coś czego zawsze chcę więcej. I ok, ale nadal nie wiem dlaczego nadszarpnęłam dietę i sięgnęłam po to coś, dokładnie wiedząc jak to się skończy. Nie wiem i być może nigdy się tego nie dowiem. Wiem jedno - wielokrotnie przekonuję siebie, że może jednak mi się tylko wydaje, że istnieje jedzenie, które mną rządzi, że skoro raz, czy dwa (siłą woli) udało mi się zjeść normalną porcję takiego jedzenia, to wcale nie mam problemu, że skoro "przygoda" z bulimią była krótka i bezproblemowo z niej wyszłam to mnie to nie dotyczy. A to nieprawda. Cholera no! Jak typowy alkoholik w czasie remisji. Nie potrafię przyznać, że to mój problem przed samą sobą, a co dopiero przed innymi. Okłamuję siebie i nie wiem jak długo to jeszcze potrwa. Jak długo jedzenioholizm leczyć będę... jedzeniem. Ile czasu zajmie mi przyznanie się przed sobą. Nie tak, żeby stanąć przed lustrem i powiedzieć "tak, jestem uzależniona od jedzenia, nawet teraz trzymając się diety i kładąc się spać głodna". Tak, żeby to poczuć w środku i naprawdę chcieć coś z tym zrobić.