piątek, 12 grudnia 2014

Impossible is nothing

Od kilku dni nakręca mnie piosenka mojego dzieciństwa. No może bardziej czasów nastoletnich. Swego czasu byłam wielką fanką Britney Spears. Nie jestem zbytnio sentymentalna, ale czasem lubię wrócić do tych beztroskich czasów. Teraz "Crazy" stało się moim hymnem biegowym. W poniedziałek przebiegłam 21 km! Zajęło mi to 2 godziny 10 minut i 49 sekund i spaliłam przy tym 1569 kcal. Wiedziałam, że kiedyś to nastąpi. Wiem też, że kiedyś pobiegnę w prawdziwym półmaratonie. Przypuszczam, że już w 2016 roku. Chcę się dobrze przygotować, żeby również w nieco gorszych warunkach (brak wody pod ręką, nieprzewidywalne warunki pogodowe, ustalony z góry termin, który może okazać się moim nienajlepszym) dać radę.



To nie wszystko...
1. Uświadomiłam sobie, że wcale nie mam nieskończonej liczby kilogramów do zrzucenia, zaledwie kilka. Modelką być nie zamierzam.
2. W ciągu ostatnich dni zdarzało się, że żarłam, a i nawet odczuwałam przymus jedzenia dla samego jedzenia, ale ani razu nie wsadziłam do ust czegoś co zawiera syrop glukozowo-fruktozowy (lub inne), mimo iż raz trzymałam już w ręce ptasie mleczko z tym świństwem. Było mi prawie wszystko jedno. Prawie. Odłożyłam. Każda taka decyzja sprawia, że czuję się silniejsza. Bez żalu rozdałam po rodzinie słodycze, które dostałam od siostry na mikołajki. Chociaż przyznaję, wolałabym, by moja rodzina przestała się tym truć. Postanowiłam też, że do mojej listy "nie tykam"* dołącza oficjalnie kwas cytrynowy (E330), polirycynooleinian poliglicerolu (E476), znajdujący się w wielu czekoladach, kwas fosforowy (E338), kojarzący mi się głównie z colą, której i tak nie piję oraz kwas benzoesowy (E210) i benzoesan sodu (E211). Jeśli mam możliwość, rezygnuję też z dwutlenku siarki (E220), którym często konserwowane są owoce suszone, karagenu (E407) dodawanego do śmietanek, utwardzonego tłuszczu roślinnego, mono- i diglicerydów kwasów tłuszczowych (E471a-E471f), azotanów (E249-E252), barwników, aromatów, a także maltodekstryny.
*Już niebawem taka lista zawiśnie w moim pokoju w widocznym miejscu. Poza wymienionymi wyżej, już od jakiegoś czasu znajdują się na niej:
  • syrop glukozowo-fruktozowy, syrop glukozowy, syrop fruktozowy, syrop cukru inwertowanego, syrop kukurydziany (i inne, które mogą się pojawić, a o których jeszcze nie słyszałam)
  • wszelkiego rodzaju syntetyczne substancje słodzące: acesulfam K (E950), aspartam (E 951), sorbitol (E420), mannitol (E421), ksylitol (E977), cyklaminian sodu, sacharynian sodu i wszystkie inne, które przemysł spożywczy wymyślił i zapewne jeszcze wymyśli (tu akurat nie mam problemu, bo nie interesują mnie produkty, które mogą je zawierać: napoje, niskokaloryczne produkty, produkty dla diabetyków, czy słodziki)
  • glutaminiam sodu (E621)
  • BHA (E320), znajdujący się m.in. w gumach do żucia oraz podobno w produktach mięsnych (rzadko jadam, a szczególnie przetwory mięsne, stąd dotychczas tam nie spotkałam)
  • BHT (E321) - podobnie jak BHA.
Niejeden chciałby pewnie zapytać co w takim razie jem. Na szczęście jest tego sporo :)
3. W końcu uwierzyłam w siebie i sama siebie motywuję do działania. Co więcej, w pewnym zakresie również siebie zaakceptowałam (póki co taka jaka jestem, ale niewykluczone, że kiedyś zaakceptuję się w pełni, niezależnie od tego jaka jestem) - kupiłam kurtkę w moim obecnym rozmiarze, ale z luzem. Tym razem nie dopasowaną na zasadzie "się schudnie". To żadna motywacja. Patrząc po ludziach w za ciasnych ubrankach - wręcz przeciwnie. To zniechęca i demotywuje. Przynajmniej mnie.
4. Jestem pewna, że robiąc wszystko w zgodzie z sobą i swoim sumieniem, prędzej, czy później osiągnę wszystkie swoje cele.
5. Chce mi sie chcieć.
6. Powoli zaczynam czuć się pewnie i pięknie bez makijażu. Trochę czasu zajęło mi zaakceptowanie faktu, że mam twarz jaką mam, a ukrywanie jej pod makijażem na siłowni (i szkodzenie jej tym jeszcze bardziej) jest bez sensu.
 
7. Wczoraj dokonałam eksperymentu. Myślałam o tym od dawna. Przymierzyłam moją, w zamyśle seksowną, koszulkę nocną na specjalnie okazje, której i tak nie noszę, bo specjalnych okazji brak. Tak, czy inaczej byłam ciekawa jak obecnie będę w niej wyglądać. Przyzwoicie wyglądałam ważąc ok. 65 kg. Kiedy waga wzrosła powyżej 70 kg wyglądałam w niej jak pasztet. Albo raczej wylewająca się z flaka metka. Obecnie jestem zadowolona :)









 


Wrzucam jeszcze zdjęcie fenomenalnego w smaku śniadania, zaczerpniętego z bloga Kaszomania:

Wprost idealne połączenie kaszy jaglanej, jogurtu, ananasa, orzechów, rodzynek i czekolady!













A z mniej przyjemnych rzeczy... W końcu udało mi się dotrzeć do pulmonologa. Nie stosowałam leku na astmę, więc jedyne co można było zrobić to ponowna spirometria. Wyniki były gorsze niż za pierwszym razem. Zdecydowałam więc, że spróbuję sobie pomóc. Zapewne jeszcze nie do końca dobrze stosuję inhalator, ale coś tam do tych oskrzeli docierać musi, a ja nie widzę większej poprawy. Może faktycznie mam nerwicę, której nie kontroluję - poziom hard. Przeraża mnie tylko jedna rzecz - to jest lek sterydowy. Znów czuję się jak wtedy, kiedy brałam hormony. W zasadzie nie przejmowałam się tym zbytnio, bo farmaceutka twierdziła, że od wziewnych się nie tyje. Jednak sprzątaczka z siłowni wybiła mnie z marazmu, twierdząc, że jej córka sporo po takich lekach przytyła. Póki co staram się o tym nie myśleć.

Waga z dziś rana: 69,3 kg.

15 komentarzy:

  1. Wow, jesteś niesamowita! Nie wyobrażam sobie siebie przebiegającą 21 km!! jak z 3 mam problem.
    Nie miałam pojęcia o tylu E-paskudztwach. Zdecydowanie muszę się przjrzeć temu, co kupuję. Zacznę od wydrukowania sobie Twojego posta i wsadzeniu go do torebki :D
    Btw dzięki Tobie i Twojemu blogowi odkryłam bloga trenera p. Alberta K. Przypadkiem mieszka kilometr ode mnie i po nowym roku zamierzam się do niego odezwać! Dzięki!! :)
    Jak ja bym chciała zobaczeć 6 z przodu. Niestety, trochę się od niej oddaliłam ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Grunt to po prostu lubić biegać :) Ja zaczynałam od niewielkich dystansów i znikomej prędkości. Z czasem regularnych treningów (a szłam biegać nawet jak mi się nie chciało) naprawdę czuć różnicę! Tylko z tym oddychaniem niestety mam spoty problem, bo zwykle jak przebiegam mniej, to właśnie z tego powodu.
    To jest jedynie niewielka lista tego, co pakują do żywności... Poza tym wiele substancji nie jest dodatkiem, więc nie ma E (chociażby te wszystkie syropy - najgorsze z najgorszych). Patrząc z drugiej strony pod "E-paskudztwami" kryje się też kwas askorbinowy (wit. C), czy lecytyna. Oczywiście nie twierdzę, że synetetycznie wyprodukowane są czymś równoznacznym z naturalnym odpowiednikiem, ale na pewno nie będą tak szkodliwe jak inne "E", czy wszędzie masowo ładowane, substancje słodzące.
    Ooo no proszę co za zbieg okoliczności :) W takim razie życzę owocnej współpracy i zadowalających efektów!
    Eee no daleko przecież nie masz, a i mi bliżej do 7 niż do 6. Dopóki intensywnie trenuję i nie przeginam z jedzeniem, jest ok, ale różnie bywa. Poza tym święta za pasem... Obiecałam sobie, że w tym roku po raz pierwszy przeżyję je pod kątem jedzeniowym jak normalny dzień. Nie rozumiem, dlaczego zawsze jak jest więcej jedzenia (nawet jak zrobię większe zakupy, które nie mieszczą się na półce w lodówce), jem więcej, ponad swoje siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się bieganie, alę męczę się przy tym strasznie i może dlatego myślę, że to nie dla mnie. Dużo lepiej wychodzi mi chodzenie :P Heh, a siedzenie to już mistrzowsko ;P

      Usuń
    2. To może zacznij od szybkiego marszu? Albo nawet truchtu prędkością, którą można szybko iść (6 km/h). Nie można się zniechęcać, a wiem, że o to nie trudno. Siedzenie też potrafi zirytować, zwłaszcza na niewygodnych krzesłach podczas wieczonego maratonu wykładów :D

      Usuń
  3. ksylitol to żaden wymysł farmaceutyczny, tylko cukier brzozowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie jak wiele innych naturalnie występujących w pożywieniu substancji, które przecież też są wytwarzane syntetycznie. Poza tym z jakiegoś powodu jest zaliczany do sztucznych substancji słodzących. Myślisz, że jako E967 dodają do jedzenia coś co kosztuje prawie 10 razy więcej niż cukier?

      Usuń
    2. Numery E nie oznaczają, że wszystko jest sztuczne, ksylitol to organiczny środek.

      Nie namawiam do jedzenia, bo to Twoja sprawa, wyjaśniam tylko, że ksylitol jest bezpieczny :)

      Usuń
    3. Informuję więc, że mi nie musisz wyjaśniać ;)
      Teraz napiszę tak, żebyś zrozumiała co miałam na myśli wyżej. Numerem E oznaczona jest również witamina C i to jest sztuczna witamina C. Wytworzona w laboratorium, a nie wyjęta z owocu, czy warzywa i wsadzona do produktu, rozumiesz? Tak samo ksylitol może i jest pozyskiwany z brzozy i w kosmicznej cenie (acz do niczego mi niepotrzebny i moim zdaniem zwyczajnie przereklamowany), ale jako E967 to na pewno nie ten sam ksylitol, a wytworzony w laboratorium na jego wzór. Podobnie "aromat identyczny z naturalnym" - niby identyczny, a jednak nie jest naturalny. Wszystkie E to są DODATKI DO ŻYWNOŚCI, a skoro coś jest dodatkiem do żywności, to znaczy, że nie występuje w niej naturalnie, jest dodane.
      Btw. rakotwórczy aspartam też jest związkiem organicznym. Mylisz trochę pojęcia. Organiczne nie oznacza naturalne. I tak wiem, znajdą się badania, że aspartam rakotwórczy nie jest.
      Przyczepię się jeszcze do bezpieczeństwa żywności, o którym tak wałkują mi na studiach już ponad 3 lata. Wszystkie dodatki do żywności uznawane są za bezpieczne (nawet te niezbezpieczne jak azotany, bo dla takich wymyślili "bezpieczny" limit), ba wszystko co jest zgodne z prawem uznawane jest za bezpieczne, a wiadomo, że zawsze jakaś luka w prawie się znajdzie. Producenci żywności bezlitośnie to wykorzystują. Dzisiaj w przypadku wielu substancji eksperymentuje się na ludziach, a skutki będą widoczne dopiero w następnych pokoleniach.

      Usuń
    4. Towaroznawstwo, specjalizacja zarządzanie jakością żywności.

      Usuń
  4. Gratuluję pierwszego nieoficjalnego półmaratonu!
    No to pięknie - mamy wspólną pasję :)
    Bieganie stało się znaczną częścią mojego życia. . Bardzo wiele mu zawdzięczam i mogłabym wypisać litanie powodów dla których warto biegać. Nieocenione korzyści
    zdrowotne, puls spoczynkowy około 50, lepszy sen, odporność, koncentracja. Poza tym korzyści duchowe i psychiczne. Uczy mni wytrwałości, dyscypliny... Uczy szacunku do ciała, silnej woli, postawy wdzięczności za każda minutę życia..

    Kto wie - może kiedyś spotkamy się na jakimś półmaratonie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Dokładnie tak jak piszesz! Bieganie jest fantastyczne! Daje poczucie wolności i siły.
      A Ty już w jakimś oficjalnym półmaratonie biegłaś?

      Usuń
  5. Jesteś bardzo ładna, mądrze i dojrzale piszesz, bez znaczenia ile ważysz i będziesz ważyć. Doceń siebie, inni na pewno cię docenią też. Masz naprawdę wiele do zaoferowania światu. Kilogramy to jakaś bzdura, która oddala nas od realizacji prawdziwych marzeń i celów. Pozdrawiam i życzę dużo szczęścia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Nieustannie nad sobą pracuję. Wiem, że z czasem będzie lepiej. Już jest. Czasem czytam sobie swoje stare posty i widzę jak ogromną pracę włożyłam w swoje życie. Widzę też, że było warto.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń