środa, 26 listopada 2014

Dobra mina do złej gry

Dziś po raz kolejny POSTANOWIŁAM ogarnąć się z jedzeniem. Po raz kolejny zaczęłam tak:


po to, by skończyć z poczuciem winy, wciskając w siebie kolejne kromki białego chleba, a w myślach analizując kuchenne zapasy. No tak, bo przecież skoro dziś już poległam, a po raz kolejny zaczynać będę "dopiero" jutro, to jeszcze dziś trzeba zaszaleć. I tak w kółko. Jednak gdzieś podświadomie czuję, że to ma sens. Oczywiście nie sam w sobie. Z biegiem takiego właśnie życia na krawędzi, zupełnie niepostrzeżenie, stopniowo przestałam się głodzić i wymiotować, wyeliminowałam z diety pewne produkty i nie sięgam po nie NIGDY*, zdecydowanie rzadziej się ważę, nie kaleczę się i nie uważam, by jakikolwiek człowiek (w tym facet) mógł naprawić mój świat. Ciągle pozostają jednak sytuacje, w których sobie nie radzę. Zauważyłam ostatnio, że moje życie jest bardzo podobne do życia pewnej serialowej bohaterki - Marty (Joanna Jabłczyńska) z Na Wspólnej (jeśli ktoś ogląda, ten wie). W skrócie: samotna, ale niezwykle zaradna, zabiegana kobieta (sukcesu), która wybiera karierę zamiast ułożonego życia u boku faceta. Dla innych silna, uśmiechnięta, zadbana. Dla siebie samej beznadziejna, bo nie idealna we wszystkich sferach życia. Na ostrych życiowych zakrętach sięga po alkohol. Tak jak ja sięgam po jedzenie. Nawet ostatnio rozmawiając z kumplem, jak stwierdziłam, że w przyszłości chcę pracować w wielkiej korporacji, a wieczorem wracać do pustego mieszkania - uznał, że taka wizja przyszłości do mnie pasuje. Cóż... może wtedy byłabym spełniona chociaż zawodowo. A póki co spełniam się sportowo. Od ponad 2 tygodni znowu regularnie biegam. Staram się trenować najczęściej jak to tylko możliwe. W pierwszym i drugim tygodniu było to po 6 dni. W pierwszym tygodniu przebiegłam łącznie 76 km, w drugim 69 km, a w bieżącym na chwilę obecną 25 km (2 treningi).

*mam tutaj na myśli produkty zawierające syrop glukozowo-fruktozowy (i inne tym podobne syropy), produkty wysokoprzetworzone (typu zupki, czy sosy w proszku), słodkie napoje, chipsy, a już niedługo pewnie do kategorii NIGDY dołączą produkty zawierające kwas cytrynowy i inne słone przekąski

Waga z dziś rana: 70,3 kg

4 komentarze:

  1. Popatrzyłam na zdjęcie i pomyślałam sobie, ile ja takich śniadań zjadłam w "poniedziałki". Zwykle we wtorki były to już płatki albo kanapki z nutellą ;]
    Niestety, chcąc zacząć dietę, dzień przed oczyszczam szafki ze słodyczy, żeby nie kusiły, ale zmarnować też się nie mogą. Zwykle kończy się tak, jak napisałam wyżej. :/
    Gratuluję biegowych osiągnięć! Dla mnie 3 km biegu kończą się zwykle takim zmęczeniem, że regeneruję się potem cały wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na szczęście śniadania zwykle są grzeczne. Szaleć zaczynam, gdy coś mi dalej nie wyjdzie, zwykle wieczorem zamiast kolacji jest wielosmakowa uczta, szczególnie jak zmęczona i głodna wracam z siłowni. Płatki mam (zaznaczę, że to niby prozdrowotne płatki Fitness) i ich nie ruszam, bo zawierają wspomniany w poście syrop (a także cukier i inne substancje słodzące). Dostałam je w ramach akcji USG piersi i do teraz nie mogę tego zrozumieć.
      Ze słodyczami, jeśli jakieś mam, robię tak samo, a usuwam je w ten sposób, że na dzień przed jak idiotka wszystkie zjadam ;/
      Dzięki! Myślę, że jak komuś bieganie sprawia przyjemność, to i kondycję może sobie wyrobić. Poza tym w przypadku amatorów najważniejsza jest siła woli. Ja już wielokrotnie miałam treningi, gdzie po 1 km chciałam skończyć, ale doskonale wiedziałam, że po jakichś 30-40 minutach (albo w przełożeniu na km po 5 km) kryzys mija i po prostu chce się biegać :)

      Usuń
  2. A jak tak trochę z innej beczki. Czemu chcesz wyeliminować kwas cytrynowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze to chemia, a ja od takiej stronię. Po drugie niekorzystnie wpływa na pracę komórek mózgowych, zmieniając zachodzące w nich reakcje chemiczne. Po trzecie skoro dodają go praktycznie wszędzie (nawet tam, gdzie nie ma potrzeby, by spełniał swoją funkcję) to znaczy, że nie może być dobry, co więcej producenci mają w tym jakiś cel. Może właśnie stworzyć całą planetę takich bezmózgich yeti, które zjada wszystko, co jest dostępne w sklepie, wierząc, że skoro prawnie zostało dozwolone, to musi być dobre dla naszego zdrowia?

      Usuń