sobota, 18 października 2014

Od jutra zaczynam

Przegrałam.
Nie wiem, dlaczego. Nie mniej jednak chyba po raz pierwszy nie próbuję "winy" zwalać na coś lub kogoś.

Wszystko było wprost bajecznie piękne. Żyłam z dala od żywnościowej chemii, regularnie trenowałam, nie ważyłam się, dbałam o jakość i długość snu, godziłam uczelnię z pracą i uśmiechałam się bez jakiegoś większego powodu.
... i tak po prostu się posypało.
Trudno mi nawet wkazać dzień/moment/sytuację, w której to nastąpiło. Zwyczajnie z dnia na dzień pozwalałam sobie na coś, czego w gruncie rzeczy wcale nie chciałam, tylko dlatego, że "zbliża się okres". A im dłużej okresu nie było (mimo wyraźnych objawów PMSowskich), tym bardziej moja frustracja wzrastała. I tak oto okres najzwyczajniej w świecie się pojawił, a i już nawet sobie poszedł, a ja zostałam w czarnej dziurze. Niemalże z dnia na dzień widocznie przytyłam, czego dowodem jest wyraźnie ciaśniejsza bluzeczka "służbowa". Tak, panikuję. Tak, mam obsesję na tym punkcie. Ale po prostu nie jestem w stanie zaakceptować faktu, że teraz każdy mój dzień jest psychiczną męką, wewnętrzną walką, obowiązkiem, a nade wszystko jakąś cholerną pustką. Zaczyna się dietą przez duże D tylko po to, by zwieńczyć go totalnym obżarstwem i bolesną dla mojej duszy myślą: "dobra, dziś jeszcze sobie pozwolę - OD JUTRA ZACZYNAM".

Cały ten czas próbowałam wyjść z owej dziury, obsesyjnie szukając "wybawcy".
Zabawne, ale zawsze kiedy jestem na powierzchni, a nawet sporo nad nią, potrafię być samowystarczalna i robić to, co naprawdę chcę, nie bacząc na konsekwencje. Kiedy zaś się zapadam i tonę w rozpaczy, nagle niczym krwiożercza pijawka potrzebuję jakiegokolwiek współczującego faceta tu i teraz (a najlepiej 24h), nagle nie mam celu w życiu, nagle faszeruję się najgorszą chemią, zawalam nocki nie robiąc nic pożytecznego, a utrzymywanie jakichkolwiek zasad staje się zwyczajnie głupie.
Walnęłam się dziś w głowę. Przecież ja cholera nie chcę faceta, a już na pewno nie po to, by musiał znosić albo moje histerie albo chroniczny brak czasu, w chwilach, kiedy napawam się własnym życiem.
Jutro nie będzie nowej diety. Chcę po prostu uśmiechnąć się zaraz po przebudzeniu, wstać z energią i przeżyć ten dzień najlepiej jak potrafię. Tak jakby to miał być mój ostatni.

14 komentarzy:

  1. Cholerne, jesienne przesilenie, zwal na nie swoje niepowodzenia i smutki. A potem powiedz sobie: nie dam zniszczyć się zmianom w jakiejś idiotycznej pogodzie. Mnie to czasami pomaga ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ale z tą pogodą jest coś na rzeczy, masz rację. Dzięki wielkie za wsparcie ;)

      Usuń
  2. Konstancjo, na pewno nie znajde przyczyny, ani tym bardziej rozwiązania, ale pociesze. Jestem z Tobą, nie ty jedna to przeżywasz. Czytając Twoje teksty wyczuwam w Tobie silne emocje, które starasz sie tłumić, których nie rozumiesz i ich nie chcesz. Być może nie szukasz świadomie faceta, ale - tak jak ja - pragniesz zrozumienia, bliskości itd.

    Ja w ogóle wpadłam ostatnio na pomysł z hipnozą, na kilkuletnią terapie nie mam czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Masz absolutną rację - zwykle jak już miotają mną jakieś emocje, to są wyjątkowo silne. Prowadzą do zagubienia. Na szczęście teraz wiem już, że tak naprawdę to nie o faceta chodzi, a o zaspokojenie brakujących emocji. Zawsze to jakis plus - nie wpakuję się przynajmniej w żadną dziwną relację.
      Hipnoza? :D Ja bym w życiu nie skorzystała. Chyba nigdy nie straciłam jeszcze kontaktu z rzeczywistością, poza fazą snu oczywiście. Co do terapii myślę, że najlepszą jest życie i "szara" codzienność :)

      Usuń
  3. Ja również przeżywam takie upadki, które przychodzą ni stąd ni zowąd. Upadki, których przyczyn naprawdę nie potrafię wskazać. Napady głodu, które występują mimo, iż bronię sie przed nimi wszystkimi możliwymi sposobami. Znam tą rozpacz, tą bezsilność p, która wtedy czuję.

    Przede wszystkim nie panikuj. Nie myśl, że to się stało. Mi ostatnio pomaga też myślenie, że przejedzenie - powiedzmy "takie małe ataki obżarstwa zdarzają się czasami również ludziom, którzy nie mają obsesji jedzenia i daleko im do jakikolwiek zaburzeń odżywiania. Ja gdy cały dzien nie mam czasu bądź możliwości by coś zjeść, wiem, że wieczorem będę okropnie głodna i będę chciała zjęść dużo. Każdy tak ma. To naturalny odruch naszego organizmu.
    Zasada żyć codzień tylko jednym dniem - to również moje motto w walce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to wszystko wiem, ale w praktyce bywa niestety inaczej - pewnie doskonale wiesz co mam na myśli. Póki co zbieram się do kupy, starając nie popełniać po raz enty tych samych błędów.
      Właśnie... jestem świadoma tego, że bardzo rzadko żyję dniem dzisiejszym i pracuję nad tym, ale wiecznie łąpię się na myśleniu albo o tym co było i na co nie mam wpływu, albo na tym co będzie, co chcę osiągnąć, co powinnam zrobić, jak będę wyglądać za x czasu. Wiem, że na dłuższą metę to wszystko bez sensu.

      Usuń
  4. Kochana, nie wazne ile razy sie potykasz, wazne, ze za kazdym razem sie podnosisz. Spiac posladki i wrocic na dobra droge! Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że jesteś :) Będę się podnosić... do upadłego :D

      Usuń
  5. Ładna jesteś, wiesz? ;D
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrek! Co ty chłopie robisz na babskim blogu? :D Pytam z ciekawości ;)

      Usuń
    2. Piotrek - dziękuję, ale chyba na Twoje pytanie powinnam odpowiedzieć "wiem" (no względnie "nie wiem") :D
      ciam - może szukał jakiegoś życiowego demotywatora, no ewentualnie przepisu na jedno z moich wymyślnych ciast :D

      Usuń
    3. Proszę :) A zrobisz mi takie ciasto osobiste? ;D
      P

      Usuń
    4. Uhm, a później wyślę na ulicę Sezamkową :D Najpierw musiałabym Cię osobiście znać. Jak się bardzo postarasz, może uda Ci się to jeszcze przed moimi urodzinami, wtedy dopiero będą ciacha! ... specjalnie dla Ciebie wrzucę zdjęcia na bloga :p

      Usuń
    5. Musiałabyś ;)
      P

      Usuń