czwartek, 3 lipca 2014

Estrogenowa teoria

Po moich ostatnich przejściach hormonalnych, wysnułam pewne wnioski. Tak jakbym dopiero zaczęła łączyć fakty. No ale po kolei...
Torbieli na szczęście już nie ma. Jest za to recepta na tabletki antykoncepcyjne (podobno lepsze to niż typowe hormony bez działania anty). No i ok, niech sobie będą, ale najbardziej zależy mi na tych POZYTYWNYCH skutkach ubocznych. Czyli ma nie być torbieli, a estrogeny mają wrócić do normy tak, żebym w końcu zaczęła chudnąć. No właśnie. Prawdopodobnie odkryłam powód większości moich problemów. Estrogeny. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, a tu proszę wszystko pasuje: torbiele, problem z chudnięciem pomimo stosowania diety i ćwiczeń, nadmiar tkanki tłuszczowej, zwłaszcza na brzuchu (ważyłam 10 kg mniej, a tłuszcz nadal był), nieregularne miesiączki, dotkliwy PMS, mdłości niezwiązane z PMS, wysokie libido, wieczne uczucie zimna, stany depresyjne, bliżej nieokreślone złe samopoczucie, a nawet typowo kobieca budowa ciała i uwaga - zaburzenia pracy hormonów regulujących uczucie głodu i sytości! Nie tylko to wyczytałam, ale i zauważyłam na swoim własnym przykładzie. Podczas tego tygodnia, kiedy zażywałam hormony na pozbycie się torbieli, w obawie przed przytyciem, postanowiłam ściśle przestrzegać diety i dużo ćwiczyć. Tak jak ostatnio, z tym, że wtedy nie wyciągnęłam żadnych wniosków. Wiedziałam jedno - nie przytyłam po tym leku. Ale do rzeczy. Nie do końca udał mi się mój plan - jadłam normalnie, ćwiczyłam też nie więcej niż zwykle, a mimo to schudłam. No dobra, nie mogę mówić o schudnięciu w przeciągu tygodnia, w każdym razie czułam się lżej, a ubrania były zdecydowanie mniej opięte (jakbym wcześniej była opuchnięta i nagle wróciła do normy). Ale to nie wszystko! Zauważyłam, że po niewielkiej porcji jedzenia czułam się syta i absolutnie nie byłam w stanie nic więcej w siebie wpakować do następnego posiłku, co normalnie jest mi obce. W związku z tym jadłam bardziej regularnie i bez wyrzutów sumienia pozwalałam sobie na jakieś słodkości, jeśli miałam taką ochotę, bo nie powodowały one u mnie ataku żarcia. Oczywiście jak tylko przestałam brać te hormony, wszystko stopniowo wróciło do normy. Nie było regularnych posiłków, nie było znaku "stop" - mogłam jeść mimo pozornego najedzenia. Wciąż jakby tworzyło mi się nowe miejsce w żołądku, bez dna. I tak mam na co dzień, a  jeśli faktycznie przestaję jeść po normalnej porcji, to tylko dlatego, że rozum i świadomość bycia na diecie mnie strofują, jednak rzadko kiedy faktycznie więcej zjeść nie mogę i czuję prawdziwą sytość. Ok, może moja teoria jest zbyt naciągnięta, ale póki co nic innego nie przychodzi mi do głowy. Poza tym to tylko teoria.
                                                                                                                                              

Kolejnym ważnym dla mnie krokiem jest wolność od zachowań bulimicznych, a co za tym idzie wolność od jakichś spektakularnych ataków obżarstwa. Ale z racji na hormony, nawet niewielka ilość jedzenia ponad normę, powoduje widoczny wzrost wagi, którego niestety już tak szybko nie idzie się pozbyć. Mimo problemów hormonalnych, zdrowotnych i wszelkich innych, nie poddałam się. Podobno jestem silna. Uczciwie stosuję dietę (obecnie, bo wcześniej bywało różnie) i regularnie ostro ćwiczę, wylewając z siebie siódme poty na siłowni. I nie chudnę, co naprawdę demotywuję. Jeśli troszkę schudnę, to pojawia się 1 dzień odpustu i waga wraca z nawiązką i nawet po powrocie do diety dnia następnego, już nie spada.
                                                                                                                                              

Jaka dieta? Otóż kiedy pozdawałam wszystkie egzaminy i nastał wspaniały czas, kiedy mogłam się po całym semestrze (a przynajmniej czerwcu) wyspać - zaczęłam działać. Od snu zaczęłam. Kolejnym etapem była dieta oczyszczająca (nie wiem czemu, ale mam dziwne uczucie, że to przez zupkę z paczki, którą jadłam jakieś 2 tygodnie temu hahaha), a zarazem wprowadzająca do właściwej diety... bez diety. Myślę, że zdrowe zasady i umiar są najlepszą dietą. W każdym razie dzień wczorajszy i dzisiejszy przeżyłam na koktajlu truskawkowym, kilku świeżych sokach i kefirze naturalnym. Nie powiem, żebym czuła się jakoś szczególnie inaczej, ale na pewno lepiej. Bo mam plan. Bo coś robię.
                                                                                                                                              

Siłownia - wczoraj miałam trening personalny. Trafiłam na świetnego trenera. Efekt jest taki, że dziś mam takie zakwasy, że odpuściłam jakiekolwiek ćwiczenia, bo boli mnie nawet wstawanie i siadanie! W każdym razie pokazał mi jak ćwiczyć, by najefektywniej spalać tkankę tłuszczową. Na pewno zastosuję się do jego rad.
                                                                                                                                              

I co by nie było nudno, wrzucam aktualne zdjęcia. Poniekąd zwieńczające moje ostatnie zakupy. Zaszalałam, że aż wieszaków w szafie mi zabrakło. Ale tego było mi trzeba. Przepuściłam prawie całą wypłatę na ciuszki. Dotąd mi się to nie zdarzało. Dlaczego? Bo wszystkie pieniądze wydawałam na jedzenie. Tym razem poszłam na zakupy, zanim pieniądze rozeszły się na żarcie. I cieszy mnie to, bo dawno już nie byłam na takich spontanicznych zakupach.

 Celowo nie retuszowałam, żeby nie było, że ściemniam z bliznami na ramionach :p
Na szczęście w tej kwestii też do przodu :)

Może trochę nieogarnięte, ale jedyne, na którym moje nogi JAKOŚ wyglądają.

6 komentarzy:

  1. Wyglądasz kwitnąco!! (btw świetne spodnie, gdzie kupiłaś??)
    Dobrze słyszeć, że rozwiązałaś w końcu te problemy, nawet jeżeli potrzebne były do tego tabletki.
    Ja muszę się trochę ogarnąć, bo coś za bardzo przypasowały mi słodkie rzeczy, a jak wiadomo szkoda zgubionych kilogramów. Twój post trochę mnie otrzeźwił!!
    Może napiszesz, jakich złotych rad udzielił Ci Twój trener?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana :*
      Spodnie kupiłam w H&M - właściwie wszystkie ciuchy, które mam na sobie na tych zdjęciach tak wyszło, że tam kupiłam :D Ale jeśli chodzi o te panterkowe, to trzeba uważać, bo każda para ma inną szerokość i długość. Niby to samo na metce a spora różnica w praktyce.
      Czy rozwiązałam to się dopiero okaże jak dostanę okres i zacznę brać te tabletki anty. Teoretycznie jest też opcja trafienia z deszczu pod rynnę, ale takiej opcji oczywiście nie zakładam :) Chociaż nie ukrywam, że trochę przeraża mnie fakt 10 dni (na wakacjach) bez wagi, zwłaszcza podczas zażywania tego leku. No ale przynajmniej z jedzeniem nie będę szaleć mając świadomość braku kontroli nad wagą i szybkiej reakcji :p
      Szkoda, szkoda, więc uważaj! Ja wiem jakie słodycze są wciągające, na szczęście ostatnio jakoś specjalnie mi ich nie brakuje. Tak, czy inaczej zamiast sztucznych słodyczy polecam owoce suszone - daktyle, śliwki, morele, figi. Też słodkie, a zdecydowanie zdrowsze ;)
      Co do trenera (poza tym, że ładnie się uśmiechał!) to polecił mi najpierw robić, tzw. obwody (albo 2 serie po 15-20 powtórzeń na każdym z 12 sprzętów w specjalnej strefie albo pół godzinki ćwiczeń typu brzuszki, pompki, rowerek, jakieś wykroki, ćwiczenia z gumą i hantlami - też 2 lub 3 serie po 15-20 powtórzeń) i dopiero później jakieś kardio typu bieżnia, czy orbitrek (rowerek pewnie też, ale ja tam nie lubię zbytnio). Poza tym to nie jest mój trener :p ale jak uzbieram pieczątki na następny trening personalny to biorę go ponownie! :p

      Usuń
  2. Super wyglądasz i wierzę, że w przyszłości będzie jeszcze lepiej i będziemy (nie tylko Ty, ale również ja :p) w końcu usatysfakcjonowane wyglądem swojego ciała. Opis treningu, który napisałaś w komentarzu wyżej bardzo mi się przyda, bo ja zawsze robiłam tak, że zaraz wskakiwałam na bieżnię, rowerek lub orbiterek, a zapominałam właśnie o ćwiczeniach siłowych. Trzeba to naprawić. Ciuchy świetne! Aż nabrałam ochoty na zakupy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie :) Mimo przeciwności - uda się! Inaczej być nie może!
      Cieszę się, że skorzystałaś ze "złotych rad" trenera - życzę szybko widocznych rezultatów :)
      Oj nic mi nie mów... Wczoraj upatrzyłam sobie (co najmniej): 2 sukienki, hardocorwo drogą spódnicę (ale wyglądam w niej po prostu idealnie, więc cena nie gra aż takiej roli), bluzę i bluzkę, które po prostu muszę mieć, a póki co brak środków. Wypłaty spodziewam się jak już będę na wakacjach, a po powrocie może być jedna wielka dupa ;/

      Usuń
  3. Ciesze się niezmiernie, że udaje Ci się skutecznie walczyć z obżarstwem i bulimią! A poza tym masz naprawdę cudowny uśmiech! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Walczyć to ja ciągle walczę (jak z wiatrakami) - cieszyć się będzie można jak zacznę wygrywać... Ale póki co nie narzekam, jest ok :)

      Usuń