sobota, 1 marca 2014

Super

Ze strachem weszłam na wagę dziś rano, a z niedowierzaniem z niej zeszłam. W przeciągu tygodnia schudłam 1,5kg! Schudłam, naprawdę schudłam! Dzięki diecie (a nawet nie specjalnej diecie, a kilku ograniczeniom i normalnym posiłkom) i aktywności fizycznej, a nie głodówce, wymiotowaniu, przeczyszczaniu, czy innym tego typu chorym akcjom. Jestem z siebie w pełni zadowolona. Jestem szczęśliwa , moje życie znów zaczyna nabierać sensu, a problemy wydają się być mniejsze :)

WAGA: 70,9 kg

ŚNIADANIE I - owsianka z otrębami granulowanymi o smaku truskawkowym i bananem, kawa czarna

ŚNIADANIE II - pomarańcza, serek Danio o smaku toffi, śliwki suszone, kawa czarna

PRZEKĄSKA - kajzerka, śliwki suszone (łącznie z tymi ze śniadania II - 100 g)

PRZEKĄSKA - pomarańcza, 100 g daktyli

KOLACJA - ok. 250 g surówki, frankfurterka, 6 kromek chleba z dynią (tyle naliczyłam) z masłem, różnymi wędlinami, serem żółtym i pasztetem / przed chwilą kolejna frankfurterka, herbata miętowa
I koniec. Czuję się ociężała. Mój błąd. Oczywiście dzisiaj przeholowałam z kolacją, ale najważniejsze, że mimo chorych myśli ani nie poleciałam żreć dalej, ani nie poszłam wymusić wymiotów, tłumacząc samej sobie, że "to tylko jeden raz". Doskonale wiem jak to się zaczyna. Dlaczego przeholowałam? Byłam zbyt głodna, by się opanować (niestety wcześniej nie miałam czasu przygotować normalnej kolacji) i wybrać coś racjonalnie. Uszykowałam sobie tyle chleba, na ile rodzajów wędliny i sera miałam ochotę (czyt. na wszystkie jakie były w lodówce). Ok, stało się, ale w zeszłym tygodniu (odchudzania) też przecież nie obyło się bez wpadek, a jednak schudłam. Nie wlazłam więc jak idiotka na wagę zaraz po kolacji (mimo, iż brzuch mam widocznie powiększony) i nie zamierzam ważyć się też jutro. Wiecie co sobie pomyślałam? Przede mną cały tydzień, więc mam szansę odpokutować, chociażby zwiększając treningi, czy nie traktując się ulgowo w inne dni. I super. Chyba powoli uczę się pozytywnie myśleć, niezależnie od sytuacji. Poza tym zwykle jak zauważałam spadek na wadze, znów zaczynałam żreć, dochodząc do pewnej granicy (która nota bene wciąż się przesuwała w górę) i wcale nie było mi żal, bo wiedziałam, że znów w jakiś "magiczny" sposób w kilka dni schudnę, to co przytyłam. I tak w kółko. Teraz jest inaczej. Schudłam ciężką pracą, schudłam naprawdę. Nie chcę tego zaprzepaścić!

2 komentarze:

  1. Gratuluję, pamiętaj o tych pozytywnych uczuciach i chwal siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się... Po każdym popełnionym błędzie doszukuję się pozytywów obecnej sytuacji, kiedy już czasu nie idzie cofnąć. Tak, żeby metodą małych kroczków w końcu wygrać tą nierówną walkę. Chcę wyciągać wnioski z popełnianych błędów, ale na to chyba jeszcze za wcześnie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń