piątek, 14 marca 2014

Jestem sexy kręglem!

W końcu, nie tyle sprecyzowałam swój typ sylwetki, co doszłam do tego jakim typem jestem. Dotąd słyszałam tylko o tych najbardziej popularnych, jednak ze względu na odwieczny nadmiar tłuszczu, nie byłam w stanie zakwalifikować się do żadnego. Jak schudłam, pojawiły się jakieś kształty, ale nadal tego nie nazywałam - po prostu szczupły (względem nóg i pupy) tułów i grube nogi. Jedyne co ostatnio przychodziło mi na myśl to gruszka (choć nigdy do tego typu, jakoś podświadomie, nie byłam w stanie siebie zakwalifikować), jednak widząc pewną dziewczynę na siłowni o typowym kształcie gruszki, uświadomiłam sobie, że gruszką nie jestem. Nie mam tak wyraźnej różnicy w wymiarach talii i bioder. Tamta dziewczyna była szczuplutka, ale nieproporcjonalna właśnie przez niezwykle szczupłą talię, a do tego szerokie biodra i masywne uda. Poszperałam więc trochę na ten temat w internecie i okazało się, że idealnie wpisuję się w kręgla:

  • biust średniej wielkości
  • szczupła talia (z tym akurat na razie bym nie przesadzała, ale pewnie jak ja "odtłuszczę", to będzie szczupła)
  • wydatne uda
  • duża pupa (którą akurat zawsze uwielbiałam)
  • masywne łydki

Zdjęcie ze strony rozmaitosci.com

Druga ważna informcja - schudłam, ale nie wiem ile. Nie ważę się, a i rozważam opcję nie informowania mnie o mojej wadze w czwartek, podczas wizyty u dietetyczki. Po prostu wiem, że różnica w liczbach nie jest na tyle duża, bym chciała ją poznać (z drugiej strony jednak ciekawość nie daje mi spokoju). Z doświadczenia wiem, że to demotywuje. Ostatni raz zważyłam się w poniedziałek rano po, nazwijmy to bez zgłębiania szczegółów, ciężkim weekendzie - niespełna 74 kg. Załamałam się, szczególnie, że nawet w cienkim sweterku, z trudem dopięłam płaszcz. Ewidentnie czułam przyrost tłuszczu. Skąd więc wiem, że schudłam?
PO PIERWSZE odpowiednia dieta.
PO DRUGIE ćwiczenia (tym razem na 100%... w końcu byłam "w trakcie" i "po" okresie, a nie w fazie "przed" - brzmi to może dość niewiarygodnie, ale zapewne już niedługo znów dopadnie mnie PMS... nie rozumiem tylko dlaczego aż 2-3 tygodnie przed i dlaczego wtedy drastycznie spada mi kondycja i wydolnośc organizmu skoro wcześniej tak się nie działo??).
Po TRZECIE (najważniejsze) - w poniedziałek na siłowni miałam "luźną" bluzkę (niestety przez brzuch nie była luźna, w każdym razie nie była to bluzka elastyczna), a dziś pokusiłam się o elastyczną, bardziej dopasowaną koszulkę i... niebo, a ziemnia (dokładnie jak w przypadku mojej kondycji, bardzo na wyrost "przed" i po okresie). W porównaniua z poniedziałkiem, dziś miałam "płaski" brzuch, jakbym co najmniej się głodziła (kiedyś tak spektakularny efekt uzyskiwałam tylko po kilkudniowej głodówce), a jadłam. Wcale nie mało, ale za to z restrykcyjnym przestrzeganiem zasady "Nie jem na noc. NIC!".

W poniedziałek podczas fitnessu, na który nota bene ciężko było mi się wybrać taka "wypasiona", zupełnie spontanicznie postanowiłam: "10 maja założę getry i obcisłą bluzeczkę w rozmiarze S, w którą nie tylko się mieściłam, ale i, w której wyglądałam mega seksownie, ważąc w okolicach 63 kg". Myślę, że tak pi razy drzwi cel 10 kg w 2 miesiące (przy obecnym tempie) jest jak najbardziej realny. Nie mniej jednak nie postanowiłam schudnąć. Chcę ubrać getry i tą koszulkę (szczególnie tą koszulkę, bo nogi z racji mojej budowy, nawet po zrzuceniu 20 kg niewiele się zmieniły), czuć się w tym dobrze i wiedzieć, że wyglądam dobrze.

Psycholog... Nie chcę zapeszać, ale chyba w końcu trafiłam na odpowiednią osobę. O dziwo to kobieta,  do tego szczupła. Ale jestem dopiero po pierwszym spotkaniu, więc nie ma co wydawać opinii. 
Zmieniła się jeszcze jedna rzecz - moje myślenie. Nie wiem, czy to 74 kg mną tak wstrząsnęło, czy wiosna podziałała, ale zaczęłam pozytywnie myśleć. Nawet kolega z uczelni, który trochę mnie zna, zdziwiony był moim nagłym nadmiarem energii, optymizmem i szczerą radością (bez większego powodu). Co więcej, zaczęłam zauważać teraźniejszość. Nie myślę o tym co było i o tym co będzie. Ważne jest dla mnie dzisiaj. Już tak skrupulatnie nie planuję jedzenia na przyszłe dni. W głowie mam jakiś szablon posiłków i wystarczy. Na pewno ten problem wiąże się z moim chorym dążeniem do perfekcji w kwestiach mało istotnych. Zauważyłam, że przypadkowe osoby robią pewne rzeczy bardziej dokładnie ode mnie, mimo iż pewnie nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Zdecydowanie chcę przestać skupiać się na, nic nieznaczących w szerszej skali, drobnostkach.

Przypadkiem się też dziś nagrodziłam. Kosmetykami :) Zamówiłam super puder matujacy (przetestowany, bo pożyczyłam dziś od siostry - efekty: nie świeciłam się nawet po siłowni, makijaż wyglądał prawie jak przed ćwiczeniami, a uwierzcie, że ciekło ze mnie), korektor i kupiłam szminkę w odcieniu, który od dawna za mną chodził. Poza tym, z okazji dobrego nastroju, którego nie popsuła nawet kłótnia z mamą, pozwoliłam sobie na lampkę wina po siłowni. I "terapia szokowa" oczywiście musiała być - głodna, popatrzyłam na świeżutki chlebek, obwąchałam wędliny i zakodowałam w pamięci obraz wnętrza lodówki, wstępnie przygotowałam (bez próbowania) sos truskawkowy na jutro i opuściłam kuchnię. W końcu muszę nauczyć się nie odreagowywać wszelkiego rodzaju złych emocji (zarówno swoich jak i docierających do mnie, nierzadko masowo, z zewnątrz - w domu, na uczelni, w pracy, w tramwaju, zawsze znajdzie się ktoś, kto o ile się z Tobą nie pokłóci, to będzie Ci maudził przed nosem aż i Tobie się udzieli) i niepowodzeń jedzeniem i łamianiem zasad, których w normalnych warunkach bym nie złamała. Co jak co, ale silną wolę akurat mam!

Zdjęcie ze strony zdrowie.gazeta.pl

10 komentarzy:

  1. Super, że tak dobrze Ci idzie walka! Wrzuć foto w bluzeczce, chętnie się pozachwycam :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewykluczone, że zrobię jak znajdę chwilę i wrzucę, ale zachwycać póki co nie ma się czym dla przeciętnego Kowalskiego, bo dla niego nic się nie zmieniło, ale trzeba było widzieć mój brzuch w poniedziałek! W ogóle najlepiej by było gdybym zrobiła zdjęcie w poniedziałek i choćby teraz dla porównania. No ale nic, będzie można porównać obecny brzuch z brzuchem za jakiś czas. Ooo albo zdjęcie w tej bluzce, która jest moim celem teraz (oczywiście nie zakładam jej już od dawna, bo jest za zdecydowanie ciasna) i za 2 miesiące :)

      Usuń
  2. Też pozachwycam. Moja droga, my - kobiety - umiemy tak prawić komplementy, że głowa mała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle jeszcze były szczere! A póki co, obiektywnie rzecz ujmując, na kopmplementy nie zasługuję. Zresztą nie od dziś wiadomo, że nadmiar komplementów (i samozachwytu) potrafi zepchnąć na złą drogę, czyt. ja mając pierwszy raz w dorosłym życiu wagę w normie.

      Usuń
  3. grunt, to się nazwać i zidentyfikować, sexi kręglu
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim wypadku to bardziej sexy kręgiel kontra gruba, tłusta świnia (łagodnie rzecz nazywając) - wciąż mam problem z samoakceptacją siebie "tu i teraz".
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Hej!
    Odezwe sie jak tylko stane na nogi. Od niedzieli mam taka grype, ze tylko leze, trzesie sie i przewracam z boku na bok. Dzis juz troche lepiej, ale jeszcze do pelni sil dluga droga :/
    kimczi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, nie spiesz się. Ja też wiecznie zalatana jestem, na nic nie mam czasu, każdy dzień wypełniony co do sekundy. Brak czasu na chwilę spokoju, sen, czy głupią maseczkę (już nadchodzi 3 weekend jak planuję dokonać tego czynu "nadwyzczaj praco- i czasochłonnego").
      A Ty wypoczywaj, kuruj się ładnie i obyś szybko stanęła na nogi! Mam nadzieję, że poza tym wszystko ok :)

      Usuń
  5. To ja też jestem kręglem! A zawsze myślałam, że jestem gruszką. Fajny blog. Zaraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nieświadomych kręgli więcej się znajdzie :)
      Zajrzę do Ciebie na pewno jak tylko znajdę chwilkę wolnego, ale już dodałam do zakładek, żeby nie zapomnieć! I witam u mnie na blogu :)

      Usuń