środa, 26 marca 2014

Czując drożdżówkę z serem

Dziś krótko, bo nie mam nastroju. W zasadzie od tygodnia już nie mam nastroju. Wkroczyłam w fazę PMS, co jest zabawne o tyle, że niespełna 2 tygodnie temu skończył mi się poprzedni okres. Ale ok. Najważniejsze, że nie wymiotuję. Z obżeraniem to różnie bywa. Nikt normalny nie zjada chyba dużej Nutelli (350 g) w 2 dni i to skondensowanej do 1 posiłku w danym dniu. Do tego 4-dniowa przerwa w siłowni... ale już powoli układam swoje życie tak jak wyglądać powinno. W przyszłym tygodniu w ramach eksperymentu zastosuję dietę rozpisaną przez dietetyczkę, chociaż nie ukrywam, że będzie ciężko, nie tylko ze względu na niewielką ilość pożywienia i zupełnie inne podejście do odżywiania, ale i (nie)możliwości przygotowania posiłków. Część będę musiała zamienić, bo w zasadzie od środy do niedzieli nie będę w stanie przygotować obiadu, tak żeby nie zaburzać regularności posiłków (wychodzę z domu rano, wracam późnym wieczorem). Ba, nawet w niektóre dni kolacja wypada mi poza domem, bo raczej po 22 jedzenie nie jest wskazane. Ja po prostu nie jestem w stanie prowadzić stacjonarnej diety. Ale zostawmy to. Kupiłam sukienkę na wesele i zamierzam pochwalić się jak świetnie w niej wyglądam! Nie, żebym wpadła w samozachwyt, ale o czymś takim marzyłam - jest idealna w stosunku do mojej niedoskonałości. Może w weekend znajdę chwilę, by zrobić zdjęcia :)
A co dzisiaj? No właśnie. Dopiero chwilę temu wróciłam do domu, a z racji tego, że mieszkam naprzeciwko cukierni, a zarazem zakładu cukierniczego, zmuszona jestem czuć zapach wypieków, kiedy wracam tak późno. To jest podłe, bo wracam zmęczona i głodna (chociaż w brzuchu mi nie burczy, więc to chyba bardziej głód psychiczny) po siłowni z myślą, że już nic nie zjem i w ogóle od razu kładę się spać. Niestety to tak nie działa. Nie rozumiem, dlaczego nie potrafię jeść wieczorem, dlaczego wieczorem nie odczuwam sytości i dlaczego jedzeniu podporządkowuję swoje życie. Źle się czuję z myślą, że danego dnia już nic nie zjem, szczególnie, kiedy o tym myślę. To właśnie, bardzo często, potęguje wieczorne napady obżarstwa. I tak dziś, wróciłam smutna, a pogrążona w rozpaczy jeszcze bardziej przez ten wspaniały zapach drożdżówki z serem, zrobiłam przegląd lodówki, popatrzyłam na świeży chleb i prawie ze łzami w oczach, poszłam do pokoju z resztką wina. W gruncie rzeczy, zniżając się do poziomu przeliczania kalorii, taka lampka wina pewnie trochę kalorii miała, ale nie spowodowała większej chęci na jedzenie niż przed jej wypiciem. Przypuszczam, że gdybym zjadła marchewkę (zdecydowanie mniej kaloryczna) lub nawet kromkę suchego chleba, moje myśli nie dałyby mi spokoju (wysoce prawdopodobne, że nawet mimo zmęczenia, nie mogłabym zasnąć), gdybym porządnie się nie najadła, mówiąc delikatnie. Zazwyczaj w takich sytuacjach powtarza się schemat bulimiczny.

4 komentarze:

  1. Współczuję. Raz na baaaaaaardzo, bardzo długi czas, mam w sobie takie chore myśli na temat jedzenia. Wtedy przez cały dzień myślę tylko o pragnieniu zjedzenia czegoś (niezależnie czego, pewnie nawet masło bym zeżarła), nic nie jest w stanie mnie nasycić. Szczerze mówiąc też nie wiem jak poradzić sobie z takimi chorymi atakami, raczej je wytrzymuję, najwyżej jedząc dodatkowo jakieś owoce ale jakbym tak miała na co dzień, to chyba musiałabym iść na operację zmniejszenia żołądka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niestety takie akcje są niemalże na porządku dziennym, a przed okresem to bym się zdziwiła, gdyby się nie pojawiły, dzięki temu doceniam dni, kiedy ich nie ma :) Zauważyłam też, że prawdopodobieństwo takich obsesyjnych myśli zwiększa się w miarę niewyspania, a że ja rzadko sie wysypiam, toteż potem mam takie akcje. Dziś po raz pierwszy od kilku tygodni nie nastawiałam budzika i nigdzie nie latałam od rana (choć i tak mam głowę pełną prześladujących mnie myśli, co muszę w ten weekend koniecznie zrobić, pamiętając, że 2 kolejne będę w pracy).

      Usuń
  2. Że Ci brzuch nie burczał to jeszcze nie znaczy, że nie byłaś głodna ;) Obsesyjne myśli o jedzeniu są okropne, wiem coś o tym. Ciężko nad tym zapanować. Ja w sumie (tfu, tfu!) dawno takich nie miałam i objadałam się pod wpływem emocji jakieś kilka miesięcy temu. Nie wiem, może spróbuj po prostu racjonalne żywienie, a nie rozpiski dietetyczki, bo jak złamiesz jakąś zasadę to możesz się załamać i rzucić to w pizdu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, ale burczący brzuch to ewidentny objaw głodu, który ciężko podważyć :p
      W końcu stanęło na tym, że dietetyczka podrzuci mi rozpiskę jakichś posiłków, które mogę jeść poza domem w ramach obiadu, ale generalnie odżywiam się po swojemu, bez żadnego liczenia kalorii, ważenia i skrupulatnego planowania na tydzień przed :)

      Usuń