czwartek, 20 lutego 2014

Nie chwal dnia...

Jakiś czas temu w komentarzu pod jednym z postów napisałam, że u mnie super. No właśnie... Było minęło, możnaby rzec, jak to w moim przypadku bywa. Kiedy po raz kolejny ujrzałam przerażającą liczbę na wadze, postanowiłam (tak wiem, brzmi to komicznie), że TYM RAZEM koniec. Tym razem, jakbym innym postanawiała inaczej, ale nieistotne. O dziwo zaczęłam działać od razu. Jeszcze tego samego wieczora się troszkę poruszałam przy muzyce (byłam zbyt ociężała, by biegać) i położyłam się spać wcześniej niż zwykle. Nastał poniedziałek, a wraz z nim nowa energia i chęci do działania, które spotęgowała (względnie) zadziwiająco niska waga. Po długiej przerwie zaczęłam biegać. Podstawowymi składnikami diety stały się owoce i warzywa, a jako, że do późna pracowałam, a nieraz jeszcze po pracy spędzałam wieczory na siłowni, zrezygnowałam z typowych obiadów. I tak upłynął poniedziałek, wtorek, środa. Z tego co pamiętam w czwartek pozwoliłam sobie na pozornie małe odstępstwo i się zaczęło. Bulimia doszła do głosu, ale cóż no zdarza się - myślałam. Następnego dnia starałam się zapomnieć o tym epizodzie, ale się nie dało. Aż do poniedziałku trwałam w tym błędnym kole, traktując jednorazowe wymuszanie wymiotów i ostre przeczyszczanie jak rzecz naturalną, fizjologiczną, do tego stopnia, że dziś nie potrafię powiedzieć w jakie dni miało to miejsce. We wtorek, cudownym trafem, się ogarnęłam. Może dlatego, że zdałam jedną z poprawek i poczułam chwilową wolność od obowiązków. Pisząc "ogarnęłam się" nie mam na myśli żadnej diety. Po prostu nie wymiotuję, nie przeczyszczam się i jem normalnie, a do tego staram się regularnie ćwiczyć. Jak na mnie jest to wyjątkowy sukces, naprawdę. W poniedziałek byłam u dietetyka i może sam ten fakt działa na mnie mobilizująco, bo przecież będąc pod opieką dietetyka, nie można chyba przytyć? Pierwsza wizyta była taką zapoznawczą. Zbadali mnie, dostałam skierowanie na badanie tarczycy, cukru i cholesterolu, wypytywali o wszystkie niezbędne im informacje, zmierzyli mnie w dość podejrzany sposób (ale skoro mają takie wytyczne, to niech będzie, że mam +10 cm zarówno w talii jak i biodrach - mierzyli mnie poniżej talii i bardziej na pupie niż biodrach, stąd te różnice) no i mnie zważyli. Byłam w szoku, kiedy usłyszałam 70,9 kg (waga po odjęciu 1kg za ubranie), a jeszcze bardziej zdziwiłam się, kiedy pani dietetyk zaczęła omawiać analizę składu ciała - wszystko w normie! Owszem tkanka tłuszczowa blisko górnej granicy normy, woda bliżej dolnej granicy (porównując ten wynik z wynikiem sprzed roku, kiedy to wybrałam się do dietetyka na same pomiary, zawartość wody w organizmie znacznie mi spadła, ale czego się spodziewać po bulimiczce), a mięśni mogłoby być więcej, ale nie jest tak źle. W każdym bądź razie muszę wypełnić dzienniczek żywieniowy, zrobić zlecone badania i na wizytę za 2 tygodnie... w teorii. W praktyce termin mam dopiero za miesiąc, ale i tak się cieszę, że mam możliwość korzystania z dietetyka w ramach NFZ, a w dodatku, że trafiłam na kompetentnych ludzi (przynajmniej takie odniosłam wrażenie). Nie wiem dokładnie jak ta współpraca z dietetykiem będzie wyglądać, bo na sztywną dietę się raczej nie zdecyduję, ale na pewno od przyszłej wizyty będziemy działać. I co ważne, wtedy zaczynam też psychoterapię z nowym psychologiem. Kobietą. Obawiam się trochę, ale może tym razem w końcu trafię na właściwą osobę. Jak nie, będę szukać dalej. A póki co staram się ćwiczyć i nie skupiać specjalnie na jedzeniu, w związku z czym nie odmawiam sobie od razu wszystkiego, bardziej ograniczam, co w moim wypadku momentami możnaby uznać nawet za dietetyczne. Staram się zawsze mieć w domu owoce, warzywa i jakieś bakalie, żeby głównie na nich opierać zarówno swoja dietę jak i ewentualne obżarstwa, a ponadto nie jeść na wieczór, co jest chyba moim największym problemem. Nie zrezygnowałam ze zmiany stylu życia na zdrowszy, ale wiem, że to wymaga czasu, jeśli ma być zmianą trwałą i w zgodzie z samą sobą.

2 komentarze:

  1. Świetnie, że zmieniasz specjalistów, teraz musi być już tylko lepiej! Zajadaj się warzywami i owocami, jeśli tylko wychodzi Ci na dobre - super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. zawsze jest nadzieja, i masz moją wymarzoną wagę!

    OdpowiedzUsuń