środa, 26 lutego 2014

Dzień 4 i 5

Z małym poślizgiem, ale jestem :) Nie chciałam tworzyć posta na szybko wczoraj, więc zostawiłam sobie to na dzisiaj. W zasadzie wczoraj cały dzień (i pół nocy) się uczyłam. Po 2 w nocy już nawet czytanie (szczególnie ze zrozumieniem) sprawiało mi trudność. Po raz kolejny się nie wyspałam, nie mniej jednak było warto. Zdałam na 4!

Czego bałam się wczoraj najbardziej? Stres przedegzaminacyjny, niewyspanie, siedzenie na siłę do późnych godzin, chora ambicja... Zwykle wtedy jadłam. A wręcz obżerałam się, nierzadko później wymiotując. Stało się to takim chorym odruchem bezwarunkowym (jak w przypadku psa śliniącego się na sygnał dzwonka). Jednak wczoraj udowodniłam samej sobie, że można inaczej i nic złego się nie stanie. Podobnie wygląda terapia ludzi z nerwicą natręctw. W pewnym sensie i ja na to cierpię. Za każdym razem, kiedy czuję, że przedmiot mojej obsesji (jedzenie) zaczyna mną rządzić, powinnam zderzyć się z rzeczywistością, zamiast ulegać owej obsesji i przekonać się, że nic złego się nie stanie. Świat nie przestanie istnieć jak nie zjem kolejnej kromki chleba, czy batonika. Nie przestanę oddychać, myśleć, czuć, widzieć, słyszeć. W gruncie rzeczy nic nadzwyczajnego się nie wydarzy, bo to tylko moje myśli. Myśli, które sama tworzę. Pomimo, iż w dalszym ciągu nad nimi nie panuję (o czym przekonałam się już dzisiaj), cieszę się że zaczynam rozumieć mechanizm ludzkiej psychiki.

A tak wyglądał mój wczorajszy dzień:

ŚNIADANIE I - owsianka na mleku z otrębami, siemieniem lnianym i bananem, kawa czarna

ŚNIADANIE II - rogal mleczny z masłem, serem żółtym, szynką drobiową i papryką konserwową, 2 pomarańcze, herbata z cytryną

OBIAD - ryba zapiekana z sosem włoskim (produkt mrożony), surówka 300 g, herbata zielona

Może niespecjalnie wyszukane, czy zdrowe, ale lepszy taki obiad niż żaden. Napisałabym "na szybko", bo faktycznie wczoraj nie miałam czasu na gotowanie, ale za tą rybą to się naczekałam! A i tak musiałam później dopiec :)

PO SIŁOWNI - banan, pomarańcza

KOLACJA - 100 g twarogu chudego, daktyle
Zrobiłam zdjęcie, ale jest mało atrakcyjne, w związku z czym nie będę go zamieszczać :)

PRZEKĄSKA - duże jabłko
To był właśnie ten moment, o którym wspominałam. Poczułam lekkie ssanie w żołądku - normalnie, w obawie przed napadem obżarstwa, nic bym nie zjadła, chociażbym miała do rana siedzieć, ale wczoraj się uczyłam. Uznałam, że wystarczy obniżona, ze względu na brak snu, wydajność, więc głodowaniem bardziej obniżać jej sobie nie będę. Długo zastanawiałam się nad tym co zjeść (było już chyba po północy, wszyscy spali - idealne warunki na wyżerkę). W końcu wybrałam duże jabłko i banana w nadziei, że się tym zapcham, w efekcie czego nie sięgnę po więcej. Zjadłam jabłko i się najadłam, ale w głowie wciąż słyszałam "no zjedz tego banana, skoro już go wzięłaś" - nie zjadłam. Zapewne to pasmo ostatnich normalnych dni, ciągnie za sobą kolejne. Najgorzej przerwać dobrą passę... O tym za chwilę, przy okazji dzisiejszego menu. Możliwe też, że ograniczenie słodyczy (czyt. sztucznego cukru) wychodzi mi na dobre, szczególnie po niedzielnym "nie" dla świeżutkiego ciasta z kokosem. Miałam je cały czas przed oczami (a odmówić sobie czegoś co jest na wyciągnięcie ręki, ostatnio nie było w moim stylu), nawet jak już go nie było, słyszałam "jakie dobre, jakie świeże", dostałam nawet talerzyk, ale nie zjadłam i nawet nie wiecie jaka byłam z siebie dumna!

... i dzień dzisiejszy:

ŚNIADANIE I - kromka chleba pełnoziarnistego (takiego naprawdę ciężkiego, prawdziwego, z ziarnami) z miodem i kiwi, banan, pomarańcza, kawa czarna

ŚNIADANIE II - drożdżówka z jabłkiem, 2 pomarańcze, banan - w odstępach czasowych, ale wpisałam w 1 posiłek

Możliwe, że to właśnie ta drożdżówka była przyczyną późniejszego błędu.

OBIAD - 5 paluszków rybnych pieczonych bez tłuszczu w piekarniku, marchewka z groszkiem z sosem, kawa zielona

Dziś pierwszy raz spróbowałam kawy zielonej. Z ciekawości i przekonania, że ma wiele właściwości zdrowotnych, w tym wspomaga odchudzanie. Zapach nie przekonywał, ale jako prawdziwa kawoholiczka nie mogłam nie spróbować. Słyszałam wiele opinii na temat jej smaku, większość negatywnych. Jak dla mnie faktycznie jej smak nie ma nic wspólnego ze smakiem kawy czarnej i jest podobny do jej zapachu, nie mniej jednak aż taka straszna nie była. Chyba nastawiłam się psychicznie, że ją polubię :) Minimalnie przypominała w smaku zieloną herbatę, ale jakbym tak dosadnie miała określić jej smak to trochę bezsmakowa... jakby woda z posmakiem grochu, czy czegoś mu podobnego - pierwsze co mi się nasunęło na myśl. Przygotowałam ją przy pomocy kawiarki, bo nie przepadam za kawą z fusami, także możliwe, że jak zaparzę ją w sposób tradycyjny, odsłoni swoje kolejne oblicze :)

BŁĄD - pomarańcza, Kinder bueno, 1 paluszek Twixa, Góralki nugatowe, tak na oko jakieś pół paczki chipsów (więc wychodziłoby 75 g) - więcej grzechów nie pamiętam!
Nie chcę się tłumaczyć, ale PO PIERWSZE zbliża mi się okres, PO DRUGIE z istnej euforii po zdaniu egzaminu, załączył mi się iście melancholijny nastrój, PO TRZECIE chciało mi się słodkiego, PO CZWARTE zrobiłam się głodna, co nie do końca przewidziałam. Spieszyłam się, wychodząc z domu, więc wzięłam tylko pomarańczę i jabłko (importowane, z naklejką), którego nie zdążyłąm umyć, więc w "terenie" zjeść go nie mogłam. Nie przewidziałam też, że promotor się spóźni, a spotkanie aż tak się przeciągnie, że na siłowni wyląduję dopiero o 20! W każdym razie przez moment poczułam się jak przed moim "cudownym nawróceniem". Chciałam kupić wszystkie batony i czekolady, które były w zasięgu wzroku. No i te chipsy... ja nie lubię chipsów, a te w ogóle specjalnie mi nie smakowały, ale jadłam (to co zostało byłam skłonna wyrzucić, zanim znów zaczęłabym je w siebie wpychać, ale znalazłam chętną, która je przygarnęła - oczywiście siostra). W każdym razie zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu, zważyć się, łyknąć podwójną dawkę tabletek przeczyszczających i zapomnieć, ale przecież jechałam na siłownię. W pewnym sensie dzisiaj nie mogłam tak po prostu nie pojechać, bo wczoraj zostawiłam tam buty sportowe ( i fajnie, bo to świadczy o tym, że ta silna, ambitna, twardo stapająca po ziemi perfekcjonistka, której nie zdarzają się takie rzeczy, trochę odpuściła i pozwoliła dojść do głosu mojej prawdziwej osobie) i zanim jeszcze naszły mnie myśli odpuszczenia treningu, zadzwoniłam na siłownię, żeby upewnić się, czy są. Powiedziałam, że przyjadę. Zmusiłam się i pojechałam. Nie żałuję. Nie wiem skąd miałam tyle siły, ale ćwiczyłam na 100%, spaliłam 700 kcal (obliczyłam, że mój "błąd" mógł mieć ok. 1000 kcal - w takich chwilach odwołuję się do "czegoś tak abstrakcyjnego i fizycznie nienamacalnego jak kaloria") i obiecałam sobie jeszcze w ramach pokuty, że jutro poza treningiem na siłowni, pobiegam i poskaczę na skakance. Wszak dostrzegam poprawę kondycji, a to naprawdę motywuje!
A co ma do tego wszystkiego powyższa drożdżówka? Otóż czasem, pozwalając sobie na takie, pozornie, niewinne grzeszki, na nowo rozbudza się we mnie pragnienie tego uzależniającego sztucznego cukru. I wtedy, jak widać na przykładzie dnia dzisiejszego, już niewiele trzeba bym mu uległa.

6 komentarzy:

  1. Gdzie kupiłaś tę rybę? Zjadłabym taką :)
    W moim przypadku sprawdziło się całkowite wyeliminowanie słodyczy i białego cukru. Mój organizm się od nich odzwyczaił na tyle, że nie mam na nie już nigdy ochoty. Jednak każdy organizm jest inny i trzeba samemu dojść do tego, co jest dla nas najkorzystniejsze.
    Ja ciągle mam problem z pieczywem wszelkiego rodzaju. Nie potrafię jeść go w normalnych ilościach. Gdy pozwolę sobie na jakąkolwiek bułkę czy chleb, to włącza się w mojej głowie wielka chcica na obżeranie :( Dużo łatwiej jest mi nie jeść pieczywa w ogóle. Jednak z drugiej strony myślę sobie, że przecież jest zdrowe i jest to podstawowy element w diecie europejczyków. Trudno go nie jeść. Mam dylemat, co zrobić z tym faktem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rybę kupiłam w Biedronce :) Mają jeszcze w wersji z brokułami i serem bodajże. Kiedyś jadłam i też była bardzo dobra.
      Bo cukier to jest najsilniejsze uzależnienie dzisiejszych czasów! Ja niestety jeszcze nie potrafię przejść obojętnie obok słodyczy, chociaż i tak widzę poprawę, bo niektóre rodzaje słodyczy nie przyciągają mnie już tak mocno jak kiedyś :)
      Rozumiem Cię doskonale - mam ten sam problem. Poza słodyczami, pieczywo, szczególnie pszenne. W zasadzie jedynie prawdziwy chleb pełnoziarnisty (jak na zdjęciu z kiwi), czy 100% żytni razowy (który rzadko jadam, bo nie należy do mojego ulubionego pieczywa, ze względu na to, że zwykle jest na zakwasie, a ja nie lubię chlebów na zakwasie) nie wywołuje ataku obżarstwa. Także wiedząc jakie konsekwencje niesie za sobą niewinna kromka chleba, też wolę unikać pieczywa, które niestety tak lubię...

      Usuń
  2. Super, ze tak dobrze idzie Ci z jedzeniem! Zastanawiałam się kiedyś nad zieloną kawą, ale uznałam, że w moim przypadku byłoby z nią tak jak z czerwoną herbatą. Wypicie kilku łyków - bleeeee - i odstawienie tego obrzydlistwa w kąt. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szału nie ma, ale ważne, że jest zdecydowanie lepiej niż było :) Zobaczymy w piątek, czy jakiś efekt na wadze będzie, bo w wyglądzie na razie żadnych zmian, nawet brzuch ani trochę mniejszy (wizualnie, bo się nie mierzyłam).
      Czerwonej herbaty też nie lubię, w zasadzie kiedyś nie do przełknięcia, a teraz raz po raz zdarzy mi się ją wypić i nie wywołuje już takiego wstrętu jak kiedyś. Nie mniej jednak skoro nie jesteś w stanie wypić czerwonej herbaty, to tym bardziej nie posmakuje Ci zielona kawa. Ja w zasadzie też trochę na siłę ją piję, bo walorów smakowych nie ma żadnych. Pewnie drugi raz jej nie kupię, no chyba, że zauważyłabym po niej cudowny efekt odchudzający :D

      Usuń
  3. Hej Papryczka.
    Dodalam do naszego watku czesc wpisu, ale nie moge dodac drugiej czesci, bo czego bym nie wpisala jest dla nich spamem.
    Mam nadzieje, ze sie nie obrazisz, jesli druga czesc wkleje tu. Sorka za to, ale nic z tym nie zrobie :/
    II czesc:

    Poza tym jem raczej normalnie. Niezbyt dietetycznie, ale tez bez przesady w druga strone. Nie za bardzo mi sie to podoba, bo waga na 100% wzrosla, ale kupilam spodnie, ktore sa dosc luzne, wiec codziennie odkladam "ten dzien" na jutro. Jedyny pozytyw tego wszystkiego to fakt, ze zaczelam pozytywnie myslec, jakos wszystko idzie powoli do przodu, wiec moze i z dieta cos niedlugo ruszy, bo nie ukrywam, ze przydaloby sie.
    Niedlugo wiosna, wiec jeszcze troche w jeansach bedzie mozna chodzic, ale nie chce obudzic sie w lato z poczuciem, ze wygladam jak wieloryb i nie zaloze nic co nie jest jeansami, jednoczesnie kiszac sie w tych spodniach i zapewniajac wszystkich, ze przy 30 stopniach wcale nie jest mi goraco.
    Poki co koncze, bo nic wiecej sie nie dzieje. Jak widzisz moze nie jest idealnie i tak jakbym chciala, ale mysle ostatnio tak pozytywnie, ze mam nadzieje niedlugo (i przede wszystkim powoli) zajac sie tym.
    Jeszcze raz napisze Ci jak bardzo sie ciesze z Twoich postepow. Posty ze zdjeciami to super pomysl, bo rzeczywiscie jest to ciekawsze od nudnej listy, a przede wszystkim mozna wszystko zobaczyc, a nie tylko czytac.
    Trzymam kciuki za cala Ciebie, Twoj nastroj, silownie, uczelnie i w ogole za wszystko, bo wierze, ze Ci sie uda i wiem, ze na to zaslugujesz.
    Czekam na jakies wiesci, chociaz zagladam tez regularnie na bloga :)
    kimczi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Fajnie, że się odezwałeś :)
      Cieszę się, że tak jak ja powoli stajesz na nogi (od pozytywnego myślenia się zaczyna). U mnie też nie jest tak różowo jak się wydaje, ale się nie poddaję!
      W wolnej chwili postaram się napisać coś więcej na naszym forum, ale w zasadzie póki co wszystko piszę tutaj, a jeszcze jak mówisz, że znów tam jakieś problemy, to mi się odechciewa tam pisać ;/

      Usuń