piątek, 21 lutego 2014

Dzień 1

Wpadłam sobie wczoraj na taki pomysł, żeby wrzucać zdjęcia swoich posiłków, więc go realizuję od dziś :) Oczywiście na pewno nie będzie to codziennie, bo z aparatem jak paparazzi cały dzień nie biegam, a i nie zawsze jem w domu lub brakuje mi czasu na nowego posta, nie mniej jednak na pewno będę pojawiać się tu częściej. Po co tyle zamieszania? Przede wszystkim dla mnie samej, żeby mieć jakąś kontrolę nad tym co jem. Uważam, że jest to znacznie wygodniejsza forma niż suche spisywanie posiłków na kartce. Poza tym blog jest publiczny, a to jednak zobowiązuje, no i nie ukrywam, że pozwoli mi to trochę urozmaicić bloga :) A może przy okazji kogoś moje potrawy zainspirują? Z chęcią podzielę sie też przepisami jak pojawiać się będą jakieś bardziej wyszukane lub niekonwencjonalne dania. I tu zachęcam do korzystania z formularza kontaktowego :) Uprzedzam tylko, że mam kiepski aparat, a i niektóre potrawy wyglądać będą na zdjęciu hm zwyczajnie (zapewniem, że wygląd nie odzwierciedla w takim wypadku smaku), ale nie w tym rzecz, żebym je specjalnie ozabiała do zdjęcia, szczególnie jak jestem głodna, a potrawa stygnie.

Dzisiaj też podam swoją wagę i będę ją podawała co jakiś czas, tak dla sprawdzenia jaki wpłw na nią ma moja dieta. Dieta odchudzająca? Niekoniecznie. Jak już wczoraj wspominałam obecnie jestem na etapie uczenia się normalnego jedzenia. Ale nie ukrywam, że zależy mi na spadku wagi i w tym celu będę maksymalizowała aktywność fizyczną. Po tygodniowej przerwie, od poniedziału wracam na siłownię!

WAGA: 72,4 kg


ŚNIADANIE I - płatki ryżowe z bananem, kawa czarna

ŚNIADANIE II - jabłko, kefir o smaku waniliowym

OBIAD - kalafior z sosem śmietanowo-serowym, bułeczki panini z masłem czosnkowym

KOLACJA - sałatka owocowa


6 komentarzy:

  1. Kurczę, jak zobaczyłam Twoje bułeczki, to musiałam szybko przewinąć stronę, bo ślinka zaczęła mi cieknąć. Udawaj chociaż, że były niedobre, żeby mi nie było przykro, że nie mogę ich zjeść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, były paskudne! Twarde takie, w środku niedopieczone, gumiaste... :D Teraz przypomniał mi się ich smak i mnie naszła ochota na jakieś pieczywko, a nie mogę już nic no! Najgorsze jest to, że po tej sałatce jestem wypchana po brzegi, ale ochota na coś zawsze musi być ;/

      Usuń
  2. Ja też teoretycznie jestem wypchana, ale Twoje paskudne, twarde, niedopieczone, gumiaste bułeczki, szarpałabym jak student kebaba:D taki los!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studenci to raczej szarpią studentki hahaha :) No fakt, trzeba być dzielnym i nie dać się pokusom! Obym powtórzyła te słowa, gdy dopadnie mnie najsilniejsza z możliwych... w sumie lepiej, żeby nie dopadała :D

      Usuń
  3. Jakbym miala Ci cos doradzic, to nie jedz owocow na wieczor. Cukier w nich zawarty niestety sie odklada. Jak juz to spozywaj je w ciagu dnia, kiedy jeszcze jestes przed jakas aktywnoscia, np. na drugie sniadanie :) Pozdrawiam cieplo i obserwuje poczynania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj co to to nie - nie zgodzę się :) Opierając swoją dietę głównie na owocach i warzywach i jedząc je do woli, nawet wieczorem, nic mi się nie odkłada :) Odkłada to mi się kiedy jem słodycze lub chleb na wieczór, bo zwykle to pociąga za sobą totalne obżarstwo. Poza tym obecnie w ogóle nie jadam wieczorem (za wyjątkiem tego tygodnia, bo testuję hardcorowo niewłaściwą, względem moich założeń, dietę od dietetyczki, ale co mi tam - tydzień mogę przecierpieć w imię eksperymentu :D). Wracając jeszcze do wątku głównego - cukier w owocach, unikanie bananów, owoce i kalorie - to przereklamowane mity (tak samo jak ten na temat cholesterolu, że niby jedzenie ma na jego poziom największy, a i niektórzy myślą, że jedyny wpływ - cholesterol w głównej mierze produkowany jest przez wątrobę, a tylko nieznaczna część jest dostarczana z pożywieniem... na potwierdzenie tej teorii w przeciągu 3 tygodniu "zbiłam" cholesterol z prawie 280 do 210 przy czym przez cały ten czas nie zmieniałam diety, nie zrezygnowałam z dużych ilości masła, śmietany i tłustego mleka, zdarzały się napady obżarstwa i duże ilosci słodyczy, a jedyne co zrobiłam, to konsekwentnie nie wymiotowałam). Może kiedyś w niektóre mity wierzyłam (jak chociażby właśnie nie jedzenie owoców na noc), ale pewien facet zmienił moje myślenie, a w praktyce przekonałam się, że ma rację na własnej skórze. Zresztą chyba kiedyś podawałam linka do jego fb. Sam sporo schudł i umięśnił ciało, a teraz pomaga innym. Dzięki niemu odeszłam od liczenia kalorii, bo uświadomiłam sobie, że kaloria kalorii nierówna, ale tak w skrócie to się nie da. Trzeba go poznać i wysłuchać, a faktycznie "odchudzanie bez wyrzeczeń" (taką stronę ma na fb) będzie możliwe :)
      Rozpisałam się nieźle, ale w teorii mam po prostu przeogromną wiedzę i dzielę się nią z innymi - nie oszczędzam nawet dietetyczki :D Poza własnymi doświadczeniami, sporo nauczyli mnie też na studiach. Żałuję tylko, że biochemię miałam w tak wielkim skrócie, czyt. jak to na towarce - masz pojęcie o wszystkim i o niczym :)

      Usuń