sobota, 16 listopada 2013

Żyć

Wiem, popełniam błędy. Wiem, jestem taka a nie inna. I się nie zmienię dla kogoś. Jedyną osobą, dla której jestem w stanie zrobić cokolwiek, jestem ja sama. Koniec z narzekaniem na swój los i wpędzaniem w wieczne poczucie winy i strachu. Jest tak, a nie inaczej i to ja muszę dostosować się do obecnej sytuacji, a nie na odwrót. Dostosuję się. Wiem, że dam radę. Przecież jestem silna.
Nie wiem, czy za prędko nie podsumuję dzisiejszego dnia, ale nie wymiotowałam. Jest to ogromny sukces, biorąc pod uwagę fakt, że zjadłam dużo, nie jadłam dietetycznie, a do tego przyjęłam dziś kilka bolesnych ciosów. Nie zrobiłam też nic konstruktywnego. Nie byłam w stanie zmobilizować się też, by pojechać na siłownię. Jutro pojadę z samego rana, rozćwiczyć zakwasy po wczorajszym treningu i rozładować wewnętrze napięcie. Cieszę się, że znów ćwiczę.
Jest też jeszcze jeden mały sukcesik - zaczęłam rozmawiać z mamą. Co prawda na razie zdawkowo, ale zawsze to jakiś krok do przodu.
Tak naprawdę uczę się teraz żyć na nowo. Staram się zapomnieć wszystko co było i żyć teraźniejszością. A może już niedługo zacznę żyć przyszłością? Chcę, by było jak dawniej, ale po nowemu. Kluczowe zmiany, których chcę dokonać:
1. Zniszczyć bulimię.
2. Ćwiczyć dla przyjemności i osiągnięcia zamierzonych celów, jak kiedyś.
3. Jeść, ale się nie obżerać. Jeść śniadanie, obiad, kolację. Nie jeść na noc. Wrócić do sposobu żywienia, który sam w sobie sprawiał, że czułam się wspaniale - owoce i warzywa jako podstawa. Do tego dużo wody. Już na samą myśl o tak korzystych zmianach dla mojego organizmu jestem pełna zapału!
4. Wysypiać się.
5. Nie zawalać uczelni.
6. Cieszyć się życiem, nawet jeśli nie ma ku temu powodów. Pozytywne myślenie potrafi zdziałać więcej niż wszystkie chore metody, których dotąd próbowałam, by stanąć na nogi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz