czwartek, 14 listopada 2013

Żyć przeciwko wszystkim - tylko, czy ja tak potrafię?

Było źle. Myślałam, że nie może być gorzej. Mimo to jakoś normalnie starałam się przeżyć ten dzień, ale wróciłam do domu. I chyba to był mój największy błąd. Nie mogę tu mieszkać. To jest istny dom wariatów. Mało, że od obojga rodziców słyszę, że nic nie robię i najlepiej jakbym się wyprowadziła, to nie dają mi nawet spokoju. Matka dręczy mnie psychicznie. Dziś od progu zaczęła się na mnie wydzierać z wściekłością w oczach. Prawie mnie uderzyła. Przypuszczam, że powstrzymała ją jedynie myśl, że nie pozostałabym jej dłużna. Jeśli ktoś mnie atakuje, to mam prawo do obrony. Ona jednak uznała, że ona ma prawo do wszystkiego, a ja jak ją dotknę, to pójdzie do sądu i ciągnęła dalej z zadowoleniem "i pójdziesz do więzienia, a wtedy będziesz o suchym chlebie i wodzie" i coś tam dalej, ale już nie słuchałam. W ogóle praktycznie nie odpowiadałam na jej krzyki i zaczepki, ale ona wtedy wydzierała się jeszcze głośniej. Później zaczęła wymyślać, bo wiedziała, że nie przemilczę jak coś będzie nieprawdą. I tak też się stało. Po wielu nieudanych próbach (od zeszłego tygodnia począwszy) w końcu udało jej się mnie sprowokować. Doprowadziła mnie do łez i nasilonych myśli samobójczych. Ale przecież ją to nie obchodzi. Pewnie nawet cieszyłaby się, gdybym zniknęła z tego świata. Nie wiem co robić. Cholera jasna, gdybym miała pewność, że umrę na pewno... Ale boję sie konsekwencji nieudanej próby samobójczej. Wyprowadzić teraz się też nie mogę, bo nie mam dokąd. Nie chcę po raz kolejny rzucać studiów, szczególnie, że jestem już na 3 roku. A bez pracy na pełen etat, wyprowadzka nie jest możliwa, bo dziwką nie zostanę (a to chyba jedyna możliwość zarobienia wystarczających pieniędzy, bez rzucania studiów).
No i  bulimia. Dzisiaj nie wymiotowałam. Byłam pewna, że tego nie zrobię. Teraz jednak chcę to zrobić, potrzebuję tego, dlatego pójdę się nażreć i zwymiotować, tylko po to, by poczuć ulgę. Ulgę psychiczną i przeogromny ból bezsilności wobec własnego marnego życia zarazem.

2 komentarze:

  1. Czytam Twojego bloga od poczatku, dotarlam do tego punktu i lzy wdarly mi sie do oczu. Bardzo mi przykro, ze nie masz (na ta chwile) wsparcia. Jestes super dziewczyna, bardzo madra. Gdybym mogla, chetnie pogadalabym z Twoja mama. Nie wyobrazam sobie, jak mozna sie tak zachowywac w stosunku do swojego dziecka.. Trzymam za Ciebie kciuki, zebys sie jak najszybciej usamodzielnila.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie i miło mi, że czytasz bloga! Co do rodziny - nie chcę ich obwiniać za własne niepowodzenia, nie chcę też źle mówić o mamie, bo wiem, że chęci ma dobre, niestety zwykle wszystko wychodzi na opak. Jest zupełnie inną osobą niż ja, stąd te ciagłe kłótnie. Bywa różnie, ale w gruncie rzeczy to rodzina tworzy grono najważniejszych dla mnie ludzi :)

      Usuń