środa, 20 listopada 2013

Coś jeszcze?

Może i u mnie od wczoraj nie jest najlepiej, ale teraz to nieważne. Co prawda nie wymiotowałam ani razu, nawet mimo skrajnego obżarstwa wczoraj i zaskakująco wysokiej wagi, ale znów poczułam jakbym znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Psychiczne dno. Nawet zasnąć nie mogłam. Myślałam, że to koniec, że już sobie nie poradzę. Zadręczałam się tymi wszystkimi myślami aż w pokoju nie pojawiła się mama z przerażającą informacją. Ze łzami w oczach oznajmiła mi, że wuja, a zarazem mój chrzestny, nie żyje. Pisałam jakiś czas temu, że trafił do szpitala, ale ostatnio wszystko zdawało się być na dobrej drodze. We wtorek miał wyjść ze szpitala. Miał 55 lat.
Dla mnie osobiście najbardziej bolesny i niewybaczalny jest fakt, że nie byłam nawet u niego w szpitalu. Zajęta swoimi sprawami, nie chciałam widzieć nikogo wokół. Tylko ja i moje problemy. Okazałam się straszną egoistką. Przynajmniej teraz wiem, czemu nie mam nikogo obok siebie.

1 komentarz:

  1. Bardzo mi przykro - tak to jest - giniesz (my) w naszych problemach, a nie widzimy tych realnych, prawdziwych kłopotów innych ludzi...

    OdpowiedzUsuń