piątek, 15 listopada 2013

Nie wymiotować

Banalne - kiedyś tak myślałam. Jeszcze, będąc na początku mojej "przygody" z bulimią, czytałam różne fora, gdzie wypowiadały się bulimiczki, chcące z tym skończyć. Dziwiłam sie, kiedy pisały, że się nie da i kiedy cieszyły dniem bez wymiotowania. Ja też to wtedy robiłam, ale nie byłam jeszcze stricte bulimiczką. Potrafiłam tego nie zrobić, nawet będąc skrajnie najedzona. Co więcej nie sprawiało mi to przyjemności. Ba, jeszcze przed tym całym odchudzaniem, wymiotowanie było dla mnie czymś najgorszym na świecie! Kiedy miałam mdłości, modliłam się, by tylko nie wymiotować. Nie patrzyłam na to wtedy w kategoriach pozbycia się jedzenia, czy obniżenia wagi (bo schudnięciem bym tego nie nazwała). No, ale to było kiedyś i nie ma sensu do tego wracać. Nieśmiało wierzę, że kiedyś znów tak będzie. No ale póki co wymiotowanie stało się dla mnie czymś normalnym, nawet po niewielkim posiłku. Obecnie nie ma już opcji, że nie dam rady wymusić wymiotów, bo chcąc, nie chcąc, powoli dochodzę do perfekcji w tej kwestii. Ale muszę z tym skończyć. Z perspektywy czasu tęsknię za czasami, kiedy potrafiłam nie jeść, czy maksymalnie się ograniczać. "Nie" znaczyło "nie" i nikt ani nic nie było w stanie mnie złamać. Teraz wiem, że z dwojga złego, głodzenie było mniej destrukcyjne. Rzecz jasna nie do tego dążę (pomimo mojej skłonności do popadania w skrajności), ale jest to jakąś alternatywą, przynajmniej na początku, kiedy za cel postawiłam sobie NIE WYMIOTOWAĆ. Wiem, że jak będę jeść (i nie wymiotować) w najlepszym wypadku utrzymam obecną wagę, a na dłuższą metę psychicznie tego nie wytrzymam. Muszę zacząć naprawiać siebie od podstaw. Najpierw wyjść z bulimii, kiedy jeszcze w jakimiś minimalnym stopniu tego chcę i zdaję sobie sprawę z konsekwencji tej choroby (w dużej mierze niestety przekonałam się o tym osobiście), a dopiero później zacząć właściwe odchudzanie. Wiem, że najgorsze będzie powstrzymanie się od wymiotowania, kiedy dopadnie mnie nieplanowane obżarstwo (planowanego i tak już być nie może, bo zwykle powiązane ono było z wymiotowaniem, a niekiedy dodatkowo przeczyszczaniem), ale właśnie wtedy muszę być silna. Muszę, bo jestem z tym wszystkim sama. Wiem, że nikt mi nie pomoże, nikt moich problemów nie rozwiąże i nikt za mnie życia nie przeżyje. Albo sama sobie pomogę (w psychologów, psychiatrów, psychotropy, psychoterapię i wreszcie w szpital psychiatryczny nie wierzę), albo na moim narobku (o ile taki ktoś mi sprawi) będzie widniał przerażający napis "Żyła 23 lata"...

5 komentarzy:

  1. "Muszę zacząć naprawiać siebie od podstaw."
    To dobry pomysł, ale według mnie po pierwsze spróbuj naprawić stosunki w rodzinie. Słowo "muszę" zastąp chcę.
    Czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  2. O, masz rację. Chcę!
    A naprawianie stosunków z rodziną odpuściłam już definitywnie, po wielu nieudanych i negatywnie zakończonych dla mnie próbach (może wrócę do tego jak sama stanę się stabilniejsza psychicznie). Wiem, że to klucz do sukcesu, ale ciężko coś zmienić jako jednostka, kiedy reszta zapiera się nogami i rękami przed jakimikolwiek zmianami. Poza tym problem tkwi głównie w relacjach między rodzicami, dopiero dalej przekłada się na dzieci, które jak się dotkliwie przekonałam, niewiele mogą zdziałać. W sumie tylko ja próbowałam z nimi rozmawiać. Siostry nie próbowały, dzięki czemu nie mają tak poważnych problemów osobowościowych jak ja. Jak się nie odzywałam, też nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz pomimo problemów to myślę, że jesteś naprawdę osobą bardzo pozytywną i pełna entuzjazmu. To, że już próbowałaś już coś zmienić to oznacza, że masz wielka siłę i odwagę. Dasz radę zmienić swoje życie na lepsze, ja wierzę!
    Czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję z całego serca za dobre słowa i wiarę! Chyba poza Tobą nikt we mnie nie wierzy. Przykre, ale prawdziwe.
    Masz rację... zawsze byłam pełna życia, ale pewne osoby (nie ukrywajmy, że głównie o mężczyzn chodzi) prawie całkowicie zabiły we mnie tą chęć życia. Co więcej dobijają regularnie nadal.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno odnajdziesz kiedyś kogoś wyjątkowego, albo on Cię odnajdzie. To co już przeżyłaś to twoje doświadczenie, to co Cię nie zabije to Cię wzmocni.

    OdpowiedzUsuń