niedziela, 13 października 2013

Nałatwiej przecież wsadzić palce w gardło

Do takiego wniosku doszłam dziś podczas biegania. Zapewne to nic odkrywczego, ale taka prawda. Dopiero kiedy człowiek ruszy dupę i zrobi coś co wymaga wysiłku, a zapewne nie przynosi jakichś spektakularnych rezulatów samo w sobie (bo co zmieni jeden krótki trening?), zaczyna żyć. Ociągałam się dziś z treningiem. Jadłam, jadłam, jadłam. Później byłam wypełniona po brzegi, więc biegać nie mogłam (każda wymówka dobra), ale w końcu stwierdziłam "idę! najwyżej zamiast biegać, przejdę się". No i poszłam. Biegałam ok. 40 min. wolnym tempem, bez przerw i marszu tak jak wczoraj. A co ważne nie odczułam żadnych negatywnych skutków wysiłku fizycznego z pełnym żołądkiem, ani zadyszki. Naturalnie dziś już nic jeść nie zamierzam, nawet do kuchni nie wchodzę. Mój wielki brzuch woła o pomstę do nieba, ale wszystko po kolei. Brzuch i tak zmaleje jak reguarnie zacznę stosować dietę, a nogi to część ciała najbardziej oporna, w związku z czym trzeba nad nią w pierwszej kolejości pracować. No i nie bez znaczenia jest też kwestia biegu. Tak naprawdę, gdyby nie ten bieg, pewnie dziś odpuściłabym trening. A tak wiem już, że dieta i aktywność fizyczna to jedno, a trenowanie przed biegiem to drugie. Owszem łączą się te dwie rzeczy niewątpliwie, ale ja muszę wiedzieć, że to co robię ma sens, niezależnie od reszty (taka już moja zeschizowana natura), więc skoro treningi do biegu to jedno samo w sobie (a odchudzanie to drugie), to mogę być w tym dobra w 100% i żadna porażka na tle odchudzania tego nie zmieni. Naturalnie jeśli odpuszczę trening to zawalam na całej linii i nie ma co się tłumaczyć przed samą sobą (jak w przypadku odchudzania - owszem zjadłam ciasteczko, ale ćwiczyłam 2 razy dłużej).
A wracając jeszcze do tematu tego posta - nie powiem, że nie zrobię tego już nigdy więcej, bo takiej pewności nie mam, jednak chcę widzieć u siebie zmęczenie, pot, ból, łzy związane z czymś słusznym i zdrowym, aniżeli z czymś tak paskudnym i niszczącym jak wymioty, które zresztą nie dają takiej satysfakcji i zadowolenia jak przetrwany na diecie dzień, czy wysiłek fizyczny. Nie chcę już iść krótszą drogą, bo wiem doskonale, że to droga, w najlepszym wypadku, donikąd - w najgorszym do śmierci. Wolę iść dłużej, byle do celu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz