poniedziałek, 28 października 2013

68 kg

Krążę wciąż wokól tej wagi. I dobrze. Ale jakim kosztem? Gdyby nie bulimia pewnie już dawno bym solidnie przytyła. Znów to zrobiłam, znów mam wyrzuty sumienia i znów podle sie czuję. To się samo napędza. Byle głupota sprawia, że to robię. Poza tym jak mogłam nie wykorzystać tego, że jestem sama w domu? Chwilę "po" znów mam ochotę jeść, ale wiem, że nie mogę, bo nie będę miała siły, by już za chwilę zrobić to ponownie. Nie pojechałam na uczelnię na pierwszy wykład, bo przecież nie pokażę się z opuchniętą twarzą i czerwonymi oczami. Najchętniej nie jechałabym w ogóle, tylko zaszyła się w domu, jadła, płakała i dodatkowo dołowała się odpowiednią muzyką, ale muszę jechać. Największym wysiłkiem i tak będzie niewymuszony uśmiech, radość i chęć życia, które muszę skądś wykrzesać, by wszystko było "normalnie".

Zauważyłam też coś dziwnego. W piątek zamiast iść spać, pomimo później pory, poszłam do kuchni. Nie byłam głodna, ale miałam wewnętrzną "chęć", a raczej przymus, jedzenia. Może nawet nie tyle jedzenia, co... wymiotowania. Dziwne to. Zdarzyło mi się chyba pierwszy raz w życiu. Wiedziałam, że nie zasnę jak nie zwymiotuję, a żeby to zrobić musiałam cos zjeść, bo wcześniejesze jedzenie już się "uleżało". Zrobiłam sobie moje standardowe, byle jakie, naleśniki. Były tłuste (za dużo oleju wlało mi się na patelnię) i bez smaku, bo nawet cukru nie miałam (dodałam tylko trochę miodu), a jadłam je z chlebem posmarowanym masłem... Zaraz "po" poczułam ulgę, tak jakby łącznie z tymi naleśnikami mój brzuch opuściło wszystko inne, co tego dnia jadłam.

Teraz sprawa torbieli - skończyłam brać hormony. Nie przytyłam, ale nie wiem jakby było, gdybym nie kombinowała. Czekam teraz na wizytę u lekarza. Boję się, bo mam świadomość, że ta torbiel może nadal jest. Ba, ja jestem prawie pewna, że ona jest. Ale ważąc choć ciut mniej niż poprzednio, w jednej chwilii przestaje mnie przerażać nawet operacja wraz z narkozą. Nic nie jest tak ważne jak "schudnąć". Przyznaję, stało się to celem głównym mojego życia. Niezdrowym celem, z którym z jednej strony usilnie walczę, a z drugiej, który paradoksalnie utrzymuje mnie przy życia i sprawia, że choć czasem prawdziwie się uśmiecham.

2 komentarze:

  1. jestem z Tobą, trzymaj się - i nie jedz naleśników z chlebem, bo to obrzydliwe - na samą myśl już mi się haftować chce!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za wsparcie! Naleśników z chlebem jeść już nie będę, obiecuję!

    OdpowiedzUsuń