niedziela, 29 września 2013

Wyjątkowo

Dziś krótko. Miałam zły dzień pod względem samopoczucia fizycznego tym razem. Nie wiem co było powodem, ale bardzo bolał mnie brzuch i męczyły mdłości, wymiotowałam. Najgorsze, że wszystko działo się w pracy (stałam na promocji) i nie byłam w stanie dokładnie wypełnić swoich obowiązków. Ale nieważne, później poczułam się lepiej. Kiedy wróciłam do domu nie byłam w stanie się opanować przed zjedzeniem czegoś, co wiedziałam, że pociągnie za sobą coś więcej. Zrobiłam to, szczególnie, że już od rana na taki stan rzeczy byłam nastawiona z racji porannego wskazania wagi. Zważyłam się (jakoś tak czułam, że przytyłam po wczorajszym, co prawda zaplanowanym ostatnim posiłku, ale o godzinie 20), a tam znów 67,3 kg, po śniadaniu zobaczyłam już nieco ponad 68 kg... Z logicznego punktu widzenia to nic nienormalnego, ale z psychicznego - katorga straszna. I tak po powrocie do domu zjadłam 4 kostki czekolady. Tak potrzebowałam słodyczy, ale co zabawne po 1 kawałku nie miałam już jakieś specjalnej chęci - zjadłam bardziej dla zasady. Później było kilka żelek, 3 herbatniki z czekoladą, bułka z masłem i salami oraz z masłem, żółtym serem i sosem, zaplanowana porcja gotowanego brokuła, paczka grubych paluszków z sezamem, 3 skibki chleba (z dżemem, masłem, salami i sosem oraz masłem, żółtym serem i sosem - coś tak się na ten sos tysiąca wysp dałam), wafelek WW, 2 czekoladowe cukierki, małe opakowanie (10 g) żelek... Chyba nic więcej sobie nie przypominam. Ale to i tak dużo, biorąc pod uwagę moje ostatnie skromne posiłki. Z drugiej strony jednak zwykle podczas takich napadów napychałam się do granic wytrzymałości. Teraz się przystopowałam w odpowiednim momencie. Ale co z tego, skoro w obawie przed nie tylko wzrostem wagi, ale i widoczną różnicą na brzuchu, i tak poszłam wymiotować? Po wymiotowaniu (z pewnością nie wszystkiego - nie chciałam przeginać) oczywiście ponownie się zważyłam - 68,8 kg. Nie jest to rewelacyjny wynik, ale lepsze to niż 70 kg. Tak, wiem - marne pocieszenie. Wzięłam lek przeczyszczający i oby więcej taki dzień jak dzisiaj (a nie daj Boże gorszy) się nie powtórzył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz