środa, 25 września 2013

Wolna

Definitywnie zakończyłam współpracę z psychologiem (czyt. psychoterapię). Tak naprawdę nie byłam przekonana do tej decyzji, ale pomógł mi ją podjąć sam psycholog. Najwidoczniej zabolało go, że zastanawiam się nad sensem jego żmudnej, acz nie do końca efektywnej pracy. Teraz muszę dać radę. Sama. I w sumie lepiej. Zawsze jak szłam na wizytę, czy to do psychologa, czy do psychiatry, czułam, że coś ze mną nie tak, niezależnie od tego, czy rzeczywiście tak było. Nasilała się moja świadomość problemu, którego w gruncie rzeczy nikt poza mną nie zlikwiduje. No dobra - zlikwidować to może za duże słowo w kwestii uzależnienia (jakiegokolwiek, a w szczególności tak złożonego jak jedzenie), więc nikt za mnie go nie przezwycięży.

Jutro się zważę. Boję się strasznie, bo nie od dziś wiadomo jak z ta wagą jest, ale nie nastawiam się na fajerwerki. Jak będzie więcej - owszem, będzie mi smutno (ale w końcu po coś wybieram się jutro na imprezę), ale nie poddam się, a kolejny dzień zacznę ze zdwojoną siłą. Jak będzie tyle co ostatnio ok, przyjmę do wiadomości, ale specjalnie zadowolona nie będę. Jak będzie w granicach 66-67 kg to sprawdzą się moje prognozy, więc bez większego zaskoczenia, ale jak będzie mniej to będę niezwykle szczęśliwa.

MOJA DIETA W PRZECIĄGU OSTATNICH 2 DNI.
Wczoraj:
  • kajzerka z pasztetem wędzonym i rybą w sosie pomidorowym
  • papryka
  • 3 marchewki
  • 1 cukierek czekoladowy (zjedzony z niewyobrażalną rozkoszą)
  • banan
  • jabłko
  • 12 śliwek
  • pół kabanosa
Dziś:
  • 1 kg kapusty kwaszonej kwaszonej (niestety kiszonej tak łatwo się nie dostanie)
  • 20 dag daktyli
Kusiło (i nadal kusi!) mnie dziś sporo rzeczy, różnie z nastrojem, szczególnie jak to bywa po wizycie u psychologa (na szczęście koniec z tym uff), co więcej już nawet nieświadomie prawie wbiłam sobie gwóźdź do trumny (chciałam SPRÓBOWAĆ kapusty kwaszonej, która mi została i ją ugotowałam - taki odruch). Oczywiście nie muszę chyba tłumaczyć jakie mogłoby (ale nie musiałoby, z racji tego, że i tak głównie kapustę dziś jadłam) mieć to skutki. Ale jakoś dałam radę się powstrzymać, pomimo natrętnych myśli "przecież nie dasz rady tak całe życie się kontrolować - zrób sobie dzień obżarstwa, ewentualnie później zwymiotuj... i tak prędzej, czy później to zrobisz". Ehh oby nie.

Jutro przede mną ciężki dzień - od dawna odkładana wizyta u internisty (miałam pokazać się na "kontrolę" ze zdjęciem zatok i jeszcze nie dotarłam) i sprawy organizacyjne pracy weekendowej. Po raz kolejny będę miała okazję sprawdzić się jako hostessa. Do tego impreza. Powrót albo w nocy, albo w piątek nad ranem. W piątek ciąg dalszy, bo już z rana wizyta u dermatologa (kontrola zmian trądzikowych na twarzy, a ściślej rzecz ujmując już głównie blizn po nich), po południu praca. W sobotę od rana praca, później, planowane od dawna, (szybkie) zakupy - po pracy pewnie nie będzie mi się chciało, a i czasu zostanie niewiele. W niedzielę znów praca i zakupy, a od poniedziałku studia. Także nie wiem kiedy napiszę... ale czy ktoś w ogóle to czyta?

1 komentarz:

  1. Witaj! :)
    Cieszę się, że zainteresowałaś się moim blogiem. Ja jestem w trakcie czytania Twojego. Widzę, że mamy podobny problem z tą małą różmicą, że ja nigdy nie wymiotowałam.
    Myślę, że każdy człowiek z zaburzeniami odżywiania powinien znaleźć swój własny sposób jak sobie z tym radzić. Każdy wymaga indywidualnego podejścia. Jeśli czujesz, źe wizyty u psychologa nie przynoszą efektów, to dobrym pomysłem było z nich zrezygnować..
    Mimo wszystko uważam, że każda osoba z zaburzeniami odżywiania musi wprowadzić w swoje życie zdrową racjonalną dietę. To jest podstawa odzyskania zdrowia i warunek zerwania ze złymi nawykami, mająca przywrócić nasz organizm do równowagi. Dla mnie na przykład ważne jest to, żeby nie myśleć o odchudzaniu i nie głodzić się, bo to zawsze rozkręca obsesję jedzenia i powoduje większą chęć obżarcia się. Zdrowa dieta, rezygnacja z przetworzonego jedzenia i ruch w swoim czasie przyniosą i tak rezultat w postaci powrotu do zdrowej wagi.
    Jestem z Tobą! Trzymaj się! I przede wszystkim nie przestawaj wierzyć, że zdrowie jest dla nas, dla Ciebie możliwe! :)

    OdpowiedzUsuń