środa, 18 września 2013

Upodlona

Paluszki z sezamem, cukierki czekoladowe, chipsy. Toaleta. Serek na słodko, chleb, morele, chipsy. Toaleta. "Nie chwal dnia przed zachodem słońca" - czułam, że tak właśnie może się stać. Jak głupia cieszyłam się, że mam swój pierwszy, mały sukces, że dziś się udało. Nie głodziłam się, nie wymiotowałam, nie rzuciłam się na jedzenia, a co więcej opanowałam się w sklepie. Niestety czar prysł, sama nie wiem dlaczego. Zrobiłam się głodna - to niepodważalny fakt, ale przede wszystkim emocjonalnie znów poczułam się nikim. Dzisiejszy dobry nastrój i udane zakupy na niewiele się zdały. Przypomnienie sobie ostatnich dni, poprzez podwójne zdawanie z nich relacji (koleżance i znajomemu) wystarczyło. Nic nie pisałam, bo nie miałam sił. Psychicznie jest gorzej niż zwykle. Nie przez problemy z jedzeniem, nie przez samotność, nie przez płatającą figle osobowość. Przez mężczyznę. Poznałam ideał, faceta życia. Byłam pewna, że to jest za piękne, by było prawdziwe. Nie myliłam się. Nie dość, że jest z innego miasta, to ma dziewczynę. A ja wciąż bezsensownie o nim myślę, zamiast zająć się sobą...
Co do jedzenia. Właściwie ostatnio nie ma jedzenia, a jak jest to od razu w całości (taką przynajmniej mam nadzieję) się go pozbywam. Jutro znów nic nie zjem. Za karę. Moja waga? 68,7 kg. Nie mniej jednak wyglądam jak słoń. Chociażbym dzień cały nie jadła, brzuch ani drgnie. Dodatkowo wszystkimi swoimi ostatnimi działaniami spowolniłam metabolizm. Ale już niedługo...

Lost in a dream...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz