środa, 11 września 2013

Nie otwieram lodówki

Lepiej nie kusić losu... Bilans dnia wczorajszego? 2 kawy, 4 herbaty, 2 gumy do żucia - dałam radę i wcale nie jestem głodna. A co u babci? Ciężko, bo kusił mnie pieczony kurczaczek, sałatka, świeży chlebek, masełko, ser żółty, pieczarki marynowane. Odmówiłam, tłumacząc, że nie jestem głodna. Przeszło bez większego oporu, chociaż babcia nie była zadowolona, że nic nie zjadłam. Gorzej było później, bo pojawił się tort czekoladowy i moja ulubiona babka bakaliowa... Ponownie odmówiłam, tym razem twierdząc, że nie jem słodkiego, a już szczególnie o tej porze (było dość późno). Babcia wydała się być oburzona. Przekonywała mnie, że tort bardzo dobry. Nie wątpię... Ale uwierzyłam na słowo. Jak dałam radę z takimi pokusami, to nic mnie nie zniszczy. Zresztą mam perspektywę tego, że jutro będę zmuszona coś zjeść, bo wybieram się na długo wyczekiwaną imprezę, a nie chcę jej sobie zepsuć pijąc na pusty żołądek. Na domiar "złego" dostałam okres, co też średnio sprzyja odchudzaniu i imprezie. Ale czy osobie z nadwagą kiedyś coś sprzyja? Prawda jest taka, że wymówek szukać nie trzeba. W moim wypadku szczególnie. Mama we mnie nie wierzy. Do dziś nie zapomnę jak na moje pytanie, czy dam radę przebiec 10 km, bez wahania odpowiedziała "nie". Jakiś czas później udowodniłam jej, że się myliła. Mimo to nadal wie jak (świadomie lub też nie) podciąć mi skrzydła. Grzebała w moim pokoju, niby pod pretekstem zamiatania (o co jej nie prosiłam, bo zawsze sprzątam sama) i doskonale wiedziałam, że widziała sporą ilość papierków po michaszkach w moim śmietniku. Wypomniała mi je dopiero jak zauważyła, że zjadłam kilka cukierków z szafki w kuchni. Miała pretensje, że zjadłam rzekomo jej cukierki, podczas gdy ostatnio sama zjadłam "pół kilo" i nie dałam jej nawet jednego. Wtedy wspomniała o tych papierkach w moim śmietniku. Zabolało mnie to strasznie, kategorycznie zabroniłam jej grzebać w moim pokoju. Przecież moja mama doskonale wie, że jestem uzależniona od jedzenia. Nieraz coś komuś zjadłam. Mogła się domyślić, że widząc te cukierki w szafce, nie powstrzymam się (szczególnie, że zostały z poprzedniego dnia i tylko ja ani jednego nie jadłam). Ja nie robię tego celowo... Zamiast mi pomóc i nic nie wspominać, wiecznie mnie osądza i o wszystko ma pretensje. Nie ukrywam, że przy takim "wsparciu" bardzo ciężko jest coś osiągnąć. Ale dość już oczerniania mojej mamy. W gruncie rzeczy kocham ją nad życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz