środa, 4 września 2013

Być spełnioną... tak, to mój cel!

Plany... Jestem zdecydowana i zmotywowana. Przez głowę przechodziły mi najróżniejsze myśli. Od głodówki, przez normalną dietę aż po...
Środa! Kawa, oczywiście czarna, bez cukru - obowiązkowo. Ona będzie towarzyszyć mi zapewne codziennie. Przynajmniej na razie, kiedy coś musi dodawać mi energii i oszukiwać głód.Do tego jabłka w nieograniczonej ilości. Skorzystam z okazji, że tatuś kupił całą skrzynkę i to takich, które idealnie wpasowały się w mój smak. Twarde i kwaśniutkie. Jak znudzą mi się już jabłka surowe, dopuszczam spożycie ich pod postacią soku, czy jabłek gotowanych. Wszystko byleby nie dodawać do nich niczego niepożądanego. Także prażone jabłuszka z cukrem i cynamonem odpadają.
Czwartek! Kawa - standardowo. Na śniadanko miseczka crunchy z dodatkiem rodzynek i mlekiem. Do tego w ciągu dnia jeszcze 2 banany. Jak je sobie rozłożę - tego nie wiem.
Piątek! Kawusia - bezsprzecznie. I 2 małe porcje kaszy jaglanej (ponoć doskonale oczyszcza organizm z toksyn). Teoretycznie powinna być bez dodatków, ale możliwe, że zrobię wyjątek i poleję ją sosem pieczarkowym z pieczarkami (sprawdzone i naprawę smaczne, chociaż wtedy jeszcze klopsy do tego miałam )i posypię natką pietruszki. W końcu to moje imieniny. Najgorsze będzie jak mama kupi z tej okazji coś słodkiego. A na pewno kupi. No cóż, trzeba będzie się temu oprzeć.
Sobota! Kawa. I ponownie kasza jaglana. Możliwe, że z sosikiem lub jakimiś gotowanymi warzywkami.
Niedziela! Kawa + kasza jaglana.
Poniedziałek! Kawa czarna, bez cukru, bez ograniczeń. Ale oczywiście nie zakładam, że będę ją piła litrami. Pewnie na max. 2 kubkach się skoczy. Do tego w ciągu dnia mocca (czy też mocha bądź mokka - jak kto woli) i latte smakowe (z syropem lub sosem). Czyli, że tak na słodko od poniedziałku. Żeby dobrze zacząć tydzień.
Wtorek! Kawa + mocca.
Środa! Kawa + latte smakowe.
Czwartek! Kawa + latte standardowe + mocca. I do tego prawdopodobnie impreza. Jeszcze nie ustalałam ze znajomymi nic dokładnie, ale na pewno w przyszłym tygodniu gdzieś zabalujemy (jak nie czwartek to środa bądź piątek). W końcu! Muszę popić i potańczyć. Rozerwać się i zapomnieć choć na chwilę o problemach. W dzień imprezy do zestawu kaw pewnie jakieś skromne jedzonko dojdzie, no i alkohol... Ale spokojnie. Wszystko wytańczę. Obiecuję :) Jako, że jeszcze nie wiem jaki to dzień będzie, nie mogę wpisać nic konkretnego. Ani co, ani kiedy. Bo zwykle kiedy się na coś bardzo nastawiam, to nie wypala.
I w końcu piątunio! Kawa + latte standardowe.
Ehh coraz rygorystyczniej, ale tak musi być. To na razie tyle. Dalsze plany przestawię z czasem. Możliwe, że później zostanie mi tylko kawa. Możliwe, że przestanę jeść na dłuższy czas i dostarczać jakiekolwiek kalorie, choćby w postaci kawy mocca czy latte. Możliwe, że zacznę stopniowo normalną dietę. Wszak od przyszłego tygodnia będę już "pod opieką" psychologa oraz psychiatry.
Ostatni raz zważę się jutro rano... yyy tzn. dziś. Później najwcześniej za tydzień, ale wiem, że nie warto ważyć się nazbyt często. Przynajmniej w moim przypadku.
W takich luźnych planach mam jeszcze aktywność fizyczną. Chciałabym zacząć biegać i poćwiczyć z Chodakowską brzuch. Ale jeśli uda mi się wypełnić powyższe zobowiązanie, to już będzie wielki sukces. Nie chcę wszystkiego od razu, bo źle to się może skończyć. Doskonale znam siebie i wiem jak łatwo się demotywuję, szczególnie, kiedy coś pójdzie nie po mojej myśli, dlatego ćwiczeń w planach nie ma. A jak raz na jakiś czas się zdarzą, tym lepiej.
DAM RADĘ!

Kto ze mną? :))


A ten filmik tak po prostu. Jeśli ktoś go jeszcze nie widział. Bo jest boski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz