wtorek, 10 września 2013

Babeczki

Dopiero niedawno wstałam. Musiałam odespać ostatnie dni. Kiedy się obudziłam przypomniało mi się, co postanowiłam. Oczywiście byłam już lekko głodna, ale mimo wszystko zeszłam do kuchni po kawę... I co zobaczyłam? Z 15 pięknych czekoladowych babeczek ustawionych na blacie. Nie wiem kto je upiekł, pewnie siostra, ale poczułam jakby to był cios wymierzony przeciwko mnie. W samo serce. Oczywiście wiem, że nikt nie zrobił tego celowo, bo przecież nikt z domowników nie wie o moim postanowieniu. Nie ruszyłam żadnej i nawet udało mi się wmówić, że wcale nie mam na nie ochoty, szczególnie, że już niedługo będę szczuplejsza. Druga przeszkoda czeka mnie dziś u babci. Na pewno będzie coś pysznego, a doskonale wiem, że moja odmowa spotka się z polemiką. Jednak nie dam się. Nie ma już żadnego "od jutra", nie ma żadnego pobłażania i pozwalania innym, by mi wmówili, że "jeden kawałek mi nie zaszkodzi". Owszem, zaszkodzi. To tak samo jakby alkoholikowi dać kieliszek wódki, dla toastu... Myślicie, że nawet najbardziej silny psychicznie alkoholik, kiedy wróci do domu, czy następnego dnia nie wypije ani grama alkoholu? Ale przecież alkoholik to człowiek uzależniony, ma specjalne względy, nikt świadomie nie proponuje mu alkoholu, a co więcej nie zmusza do wypicia. A jedzenioholik? To wymysł. To co i ile zjesz zależy przecież od silnej woli... Czekam na moment, w którym każdy człowiek będzie wyedukowany w temacie tego uzależnienia tak samo jak w przypadku innych. Uzależnienie to uzależnienie, a uzależnienie od jedzenia to w ogóle szczególny przypadek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz