sobota, 31 sierpnia 2013

5

Naprawdę mam coraz bardziej dość siebie i swojego życia... Bo dlaczego inni mogą jeść, co tylko chcą i cieszyć się idealną sylwetką, a ja wiecznie walczę z nadwagą? Mało tego, nawet jak kiedyś z trudem osiągnę swój cel, to ten koszmar się nie skończy. Zawsze będę sobie czegoś odmawiać, zawsze będę liczyć kalorie, zawsze będę kontrolować swoją wagę i zawsze będę czuła każdy nadprogramowy kilogram. Co więcej, zawsze będę czuła się gruba. Nie wiem jak obecnie jestem odbierana przez otoczenie, ale mam wrażenie, że każda osoba (bez wyjątku!) się na mnie patrzy i (w najlepszym wypadku w myślach) komentuje mój wygląd. Jak ktoś się śmieje wiem, że ze mnie. Jak ktoś się na mnie spojrzy, wiem, że to ze względu na moją nadwagę. Na domiar złego jestem pewna, że zarówno pracownicy sklepu, w którym pracuję jak i inne hostessy zastanawiają sie co taki grubas robi na promocji... To podcina mi skrzydła, sama sobie odbieram pewność siebie. Ale nie potrafię zaakceptować tego, że ważę aż 72 kg. Tak, tyle wskazała waga jak tylko odebrałam ją od siostry. Czułam, że przytyłam i się nie pomyliłam. Chciałabym teraz pobiec do kuchni, naszykować sobie górę jedzenia i zamknąć się w pokoju, by na pocieszenie to zjeść. Wiem, że poprawiłoby mi to humor. Ale cholera jasna, wiem też, że to droga donikąd. A właściwie nie donikąd, a do jeszcze większej nadwagi, z czasem otyłości i z pewnością do skrajnie złego samopoczucia.
A oto moje dzisiejsze menu:
  • 4 śliwki
  • 2 nektarynki
  • 2 jabłka
  • banan
  • opakowanie herbatników w czekoladzie
  • surówka paprykowa 40 dag
Ściśle wg planu. Zastanawiam się tylko jak długo wytrwam... Sama, zakompleksiona, nieszczęśliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz