poniedziałek, 8 lipca 2013

Początek

Teraz trochę o mnie. Niewykluczone, że kiedyś wrzucę swoje zdjęcia, szczególnie te z widoczną zmianą wyglądu. Na razie jednak wolę pozostać w pewnym sensie anonimowa. Obecnie ważę ok. 70 kg przy wzroście 163 cm. Dziś rano 68,2 kg i od tego zaczynam. Postaram się ważyć co tydzień, nie częściej. Moja najwyższa (odnotowana) waga to 80,6 kg. Zapewne wcześniej, w okresie kiedy stosowałam leki antykoncepcyjne, ważyłam więcej, bo widać po zdjęciach, ale nie miałam wagi, a jak tylko zrezygnowałam z leków waga wróciła do "normy". Jak już pisałam najpierw dzięki rygorystycznej diecie, wymyślonej specjalnie na moje potrzeby, schudłam 10 kg. Przez 3 miesiące jadałam tylko "śniadania", przy czym nie zawsze były to tradycyjne śniadania (nieraz chipsy, batonik, ciasta, danie obiadowe, czy kilka rzeczy na raz). Jadłam do momentu całkowitego najedzenia. Zazwyczaj wcześniej planowałam co na takie śniadanie zjem, także z ilością kalorii nie przesadzałam. Zapisywałam wszystko na co miałam ochotę podczas głodzenia się w ciągu reszty dnia, a później rozplanowywałam kiedy co zjem. Kupiłam nawet karton, w którym przechowywałam zapasy. Niestety robiąc zakupy na głodnego zazwyczaj kupowałam wszystko co zobaczyłam, a że miałam na tyle silną wolę, by tego od razu nie zjeść, to magazynowałam. Na szczęście ten chory etap już za mną. Kolejne 5 kg schudłam dzięki zwiększeniu aktywności fizycznej i ograniczeniu jedzenia do początkowo godziny 16, czyli tak do obiadu. Z czasem, kiedy osiągnęłam wagę 65 kg (i zaczęłam podobać się sobie w pełni - wszak mało, że nie byłam już otyła, to nie miałam już nadwagi), a nawet w porywach do 63 kg (jak zaczęłam ćwiczyć na siłowni i stosować różnego rodzaju krótkie diety, typu 3 dni na świeżych sokach) godzina ostatniego posiłku zaczęła się przesuwać, ale był to proces na tyle długotrwały, że bez problemu utrzymałam wagę 65 kg. Sama się dziwię, że aż tak długo, bo z tego co pamiętam później bardzo często zdarzały mi się "uczty". Oczywiście wtedy nie myślałam jeszcze o przeczyszczaniu, czy wymuszaniu wymiotów. To przyszło z czasem, kiedy waga zaczęła stopniowo rosnąć. Najpierw długo, długo 66 kg, później 68 kg, aż w końcu walcząc jak z wiatrakami na różne sposoby, by szybko pozbyć się dodatkowych kilogramów, ujrzałam na wadze 70 kg. Wiedziałam, że to widać, większość ubrań była opięta, czułam się paskudnie. "Przecież co ludzie pomyślą - ja taka silna, perfekcyjna kobieta, która tyle schudła, nagle przytyła?" - myślałam. Przypuszczam, że nikt większej zmiany nie zauważył, szczególnie kiedy ważyłam 66, czy nawet 68 kg, ale nakręcałam się. Później pojawiły się wszelkie problemy, o których pisałam w poprzednim poście. Aż w końcu z czasem zmieniłam nawyki żywieniowe. Nie będę ukrywała, że poniekąd dzięki osobie (Łukasz dziękuję!), która mnie tego nauczyła i przekonała do zdrowego stylu życia. Przestałam jeść chipsy i inne słone, wysoko przetworzone przekąski, ograniczyłam słodycze. Przestawiłam się głównie na warzywa, owoce, bakalie i nabiał i co ciekawe jakoś specjalnie nie brakuje mi wymieniowych wcześniej produktów, odzwyczaiłam się. Teraz już nawet mięso nie smakuje mi tak jak kiedyś. Obecnie nie mogłabym już jeść tylko rano, czy ograniczać się z ilością posiłków jakoś rygorystycznie. Nie wyobrażam też sobie dnia bez wody mineralnej, którą kiedyś piłam na siłę, a zastępowałam różnego rodzaju napojami. Dziś nawet sztucznie dosładzana maślanka jest dla mnie za słodka, nie piję napojów gazowanych, ani nawet soków. Ewentualnie od czasu do czasu świeżo wyciśnięte soki. Staram się też nie jeść na wieczór, bo wiem, że to klucz do sukcesu. Niedługo planuję wrócić na siłownię, a póki co będę pracować nad regularną aktywnością fizyczną w domu. Najczęściej będzie to pewnie bieganie, które powoli staje się moją pasją. Bieg na 10 km mam już zaliczony :) Niestety ze względu na upały codzienne treningi nie są możliwe. Oczywiście nie jest tak, że z dnia na dzień się wyleczyłam. Po prostu chcę myśleć pozytywnie i korzystam póki taki dzień się zdarza. Nie wiem co będzie jutro, ale wiem co robić, by zwyciężyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz