czwartek, 11 lipca 2013

Nadal żyję

Tak, chciałam popełnić dziś samobójstwo. Kiedy po raz kolejny obżerałam się jak zwierzę, a zaraz po tym poszłam wymiotować, poczułam się nikim. Płacząc, biłam się z myślami. Już tak niewiele brakowało bym zażyła te leki, ale bałam się... Nie śmierci. Bałam się, że mam ich zbyt mało, by umrzeć. Nadal jest tak jak było. Nikt się mną nie interesuje, każdy mnie unika, nikt nic nie mówi. Do tego wieczne pretensje. Mam wrażenie, że mojej rodzinie moja śmierć byłaby na rękę. A do tego ja sama... Nie akceptuję siebie, nienawidzę swojego ciała, chcę schudnąć, ale nie potrafię. Przestaję wierzyć w lepsze jutro. Tak naprawdę chyba najlepszym rozwiązaniem byłby szpital psychiatryczny, stała kontrola lekarzy i regularna psychoterapia, ale sama nie mam sił o to walczyć, prosić się o skierowanie, tłumaczyć. Zresztą od poniedziałku zaczynam praktyki. Muszę udawać, że wszystko jest ok. Każdy myśli, że to takie proste. Ja nie potrafię tak żyć, a mimo to wciąż żyję. Nie wiem dlaczego.

2 komentarze:

  1. Wiem doskonale co czujesz! JA też ciągle walczę o perfekcyjne ciało! Dopiero znalazłam Twojego bloga i od dzisiaj będę czytać Cię codziennie, jestes wspaniała! Nie poddawaj się, dasz radę, wierzę w Ciebie, nie ma sensu skracać zycia, trzeba czerpać z niego! Wiem, że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale wierzę, że pewnego dnia znajdziesz kogos kto pokocha Cię taką jaką jestes! Walcz!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam na moim blogu :) Dzięki za wsparcie! Powoli zaczynam myśleć bardziej optymistycznie, ale co ja próbuję cieszyć się życiem, ktoś pocina mi skrzydła. W każdym razie masz rację - trzeba wierzyć, że wszystko się ułoży, abstrahując już od tego, czy ktoś mnie pokocha, czy nie :)

    OdpowiedzUsuń