niedziela, 14 lipca 2013

Jeżeli Ci na czymś bardzo zależy, to nie rezygnuj, dopóki tego nie osiągniesz, a to osiągniesz :)

Nie przypuszczałam, że dziś coś napiszę. Za mną zabiegany dzień. Rano zakupy, później obiad w biegu, wyjazd do babci, zrywanie wiśni... i nie do końca kontrolowane jedzenie. Dzisiaj drugi dzień jak nie wymiotuję. Jestem z siebie dumna. Mało tego jestem w zdecydowanie lepszej formie, ale jak to mawiają "nie chwal dnia przed zachodem słońca". Jak to zwykle pisuję dziś jest dziś, a jutro jest jutro (...no w sumie dziś jest już jutro, ale nieważne :p) i nie wiem, co jutro będzie, ale nie nastawiam się pesymistycznie. Wiem, w moim wypadku to normalne. Dzień, dwa tętniąca życiem, beztroska, zadowolona z siebie dziewczyna, a później myśli samobójcze. Dla mnie samej wydaje się to dziwne, ale niestety nie jestem w stanie nic na to poradzić (na razie). Wczoraj byłam jeszcze osłabiona, ale już z uśmiechem na twarzy. Szczerym, prawdziwym. Co więcej wybrałam się na miasto pozałatwiać kilka spraw bez makijażu! Jest to o tyle istotne, że od dawna walczę już może nie tyle z trądzikiem, co z bliznami, które z własnej głupoty sama sobie zrobiłam. A co więcej - przyznajmy sobie szczerze rzadko która kobieta lubi pokazywać się "publicznie" bez makijażu. Ale ja spróbowałam raz wyjść bez tej niejako maski i niewiele obchodziło mnie, czy ktoś coś sobie pomyśli. Obecnie już mam podleczoną buźkę, więc zapewne większego zdziwienia nie wywołałam, szczególnie w przypadku ludzi którzy nie wiedzą jak wyglądam na co dzień (dla wyjaśnienia od razu napiszę, że nie jestem zwolenniczką makijażu, jak tylko mogę w miarę poprawy stanu mojej cery sukcesywnie dążę do jego minimalizacji - obecnie leczniczy, lekki "krem" barwiony i tusz do rzęs). Pierwszy raz czułam się wczoraj sobą. Uznałam, że skoro dzień wcześniej o mały włos z sobą nie skończyłam, to czymże przy tym jest pokazanie się ludziom bez makijażu, zważając na fakt, że ludzie z o wiele gorszym stanem cery nie  ukrywają się jakoś specjalnie, żyją z tym, akceptują siebie i nie dążą do takiej chorej perfekcji jak ja. Wiem, muszę z tym walczyć. Pamiętam jak ostatnio byłam po wpis do książeczki sanepidowskiej, lekarka dowiadując się o tym, że cierpię na bulimię, stwierdziła "no tak, bo media kreują takie ideały: wszyscy muszą być piękni i bogaci, idealni, szczupli, zadbani, z piękną cerą" i wymieniała coś tam jeszcze dalej. Przyznaję, że w pewnym sensie dało mi to do myślenia, ale niestety zmiana postrzegania samej siebie to długa i kręta droga. A co dzisiaj? Troszkę zbłądziłam, zjadłam za dużo, pojawił się kawałek placka u babci, kolacja przed 22 i podjadanie podczas pieczenia, ale nie zważyłam się po tym, co zwykle miałam w zwyczaju. Zapewne zważę się rano, ale mam nadzieję, że z czasem i nad tym uda mi się zapanować. Dziś też się zważyłam, mimo iż wczoraj kładąc się spać byłam potwornie głodna. Ku mojemu zaskoczeniu waga pokazała 67,7 kg, zapewne dało mi to dodatkowego kopa do działania. Cóż więcej? Od poniedziałku zaczynam praktyki (pobudka o 4 mnie czeka!) i wracam na siłownię! W końcu. Muszę coś robić, wychodzić z domu, mieć jakiś plan, spotykać się z ludźmi, rozwijać swoje zainteresowania i pasje. Inaczej zwariuję. A teraz jestem po prostu padnięta po całym dniu (w tym rannym zasłabnięciem i szeregu nieprzyjemnych PMS-owskich objawów), jeszcze na wieczór upiekłam placuszek z wiśniami (pierwszy raz nie próbowałam zaraz po upieczeniu), może też dlatego, że jutro oczekuję odwiedzin hm póki co dobrego kolegi ;) Ogólnie rzecz biorąc, co dziwne, mimo wiszącego w powietrzu, okresu, czuję się nie najgorzej, toteż przypieczętowuję to tym oto postem :) Chcę wierzyć, że jeśli się czegoś naprawdę pragnie i to ma sens, to niezależnie od ilości porażek zaliczonych w drodze do celu i czasu, który nam to zajmie, można to osiągnąć! Ja chcę schudnąć, a przede wszystkim zadbać o ciało ćwicząc i na stałe zmienić wiele, negatywnych, nawyków żywieniowych.
Aaa no i zapomniałabym się pochwalić - ostatni egzamin w tej sesji zdany, czyli, że sesja poprawkowa mnie dotyczyć nie będzie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz